W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z naszej witryny oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu. W każdym momencie można dokonać zmiany ustawień Państwa przeglądarki. Zobacz politykę cookies.
Powrót

„Ne bojte se. Papež 'ma vas rad!”

07.04.2021

W perspektywie zbliżającej się 25. rocznicy pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Słowenii ukazał się wywiad Alena Salihovića z Joanną i Krzysztofem Olendzkimi na temat roli Jana Pawła II w dziejach świata, Europy i Polski oraz w osobistej historii życia Państwa Olendzkich. Papież odwiedził Słowenię dwukrotnie: w maju 1996 roku i we wrześniu 1999 roku. Zachęcamy do lektury.

Joanna Olendzka i Krzysztof Olendzki - wywiad na temat Jana Pawła II
  1. Słowenia w roku 2021 obchodzi 30. rocznicę osiągnięcia niepodległości. Stolica Apostolska jako jeden z pierwszych krajów uznała niepodległość Słowenii. Święty Jan Paweł II miał głębokie wyczucie wobec państw, które przynależały do systemu komunistycznego. Szanowny Panie Ambasadorze, jak Pan ocenia rolę Papieża w procesie obalania komunizmu? 

Ambasador Krzysztof Olendzki: Dla Polaków Słowenia od zawsze stanowiła realny, niezależny byt. Książę Krak, legendarny założyciel naszego Krakowa miał stąd pochodzić, a w XIV i XV wieku hrabiowie Celje byli sojusznikami królów Polski. Przez cały XIX wiek Polacy i Słoweńcy razem działali na rzecz umacniania ich słowiańskiej tożsamości w ramach Cesarstwa Habsburskiego. To przecież polski wybitny językoznawca Andrzej Franciszek Kucharski dobitnie dowiódł w 1828 roku, iż Słoweńcy są oddzielnym narodem słowiańskim, prezentującym własny język, tożsamość i kulturę. Od 1935 działał w Lublanie polski konsulat. Dlatego też słoweńska deklaracja niepodległości została przez nas przyjęta z radością, jako coś naturalnego i od dawna oczekiwanego. Karol Wojtyła jako kardynał i arcybiskup krakowski miał głęboką świadomość odrębności Słowenii, pomny na bardzo ścisłe związki kościoła krakowskiego z kościołem słoweńskim. Śledził on także pilnie dzieje kościoła słoweńskiego w latach komunizmu. Prenumerował „Družinę”. Dlatego też to nie tylko doświadczenie polskie sprawiało, że św. Jan Paweł II dogłębnie rozumiał na czym polega komunizm i jakie spustoszenia aksjologiczne czyni on w duszy człowieka. Jan Paweł II zdawał sobie sprawę, iż wolność wyrażania własnej tożsamości rozbroi komunizm. Pamiętajmy, iż to właśnie ten Papież rozwinął bardzo szeroko doktrynę praw człowieka jako niezbywalnych i przyrodzonych każdej istocie ludzkiej, poprzez swoje człowieczeństwo dysponującej wolną wolą, która jest wyrazem jej godności. To również Jan Paweł II, rozwijając myśli swojego wielkiego poprzednika Pawła VI, zbudował światową dyplomację pokoju, stawiając jako główny jej cel człowieka i jego niezbywalne prawa, nie zaś interesy Kościoła pojmowane w sposób tradycyjny jako interesy Watykanu. Przypomnimy sobie metaforę dwóch płuc, której po raz pierwszy użył w Gnieźnie w 1979 mówiąc „Czyż Chrystus tego nie chce, czy Duch Święty tego nie rozrządza, ażeby ten papież-Polak, papież-Słowianin, właśnie teraz odsłonił duchową jedność chrześcijańskiej Europy, na którą składają się dwie wielkie tradycje: Zachodu i Wschodu?”. Rok później, w 1980 r. mówił w Paryżu „Nie możemy oddychać jako chrześcijanie, powiedziałbym nawet jako katolicy, tylko jednym płucem, potrzebne nam są dwa płuca, więc płuco wschodnie i zachodnie”. Dać oddychać Europie dwoma płucami, to znaczy zniszczyć żelazną kurtynę, uczynić ludzi jednakowo wolnymi w całej Europie. Dać im wolność wyrażania swojej tożsamości. Zostało to podkreślone jeszcze bardziej dobitnie w Encyklice „Slavorum apostoli” z 1985 roku, poświęconej dziełu świętych Cyryla i Metodego, niestrudzonych apostołów Słowian, gdzie w akapicie 30 wznosi modlitwę do Boga: „Spraw też Boże w Trójcy Jedyny, aby za wstawiennictwem Świętych Braci Sołuńskich (Cyryla i Metodego) cała Europa coraz bardziej odczuwała potrzebę jedności w wierze chrześcijańskiej oraz braterskiej wspólnoty wszystkich jej narodów; by mogła przezwyciężyć niezrozumienie i wzajemną nieufność, a także rozwiązać konflikty ideologiczne we wspólnym uznaniu prawdy i dać całemu światu przykład sprawiedliwego i pokojowego współżycia, opartego na wzajemnym szacunku i nienaruszonej wolności.” Komunizm, tak samo jak i faszyzm oraz nazizm, za nic mają godność człowieka, jego prawa, a nade wszystko prawo do sprawiedliwego i pokojowego współżycia, opartego na wzajemnym szacunku i nienaruszonej wolności. Wypowiadając tuż po wyborze sławne i doniosłe słowa „Nie lękajcie się! – Non abbiate paura!” św. Jan Paweł II ośmielił ludzi do żądania respektowania ich prawa do tożsamości. A tego totalitaryzm boi się najbardziej. Myślę, że niepodległość Słowenii jest również owocem tej modlitwy do Cyryla i Metodego, stanowiącej część cytowanej encykliki.

  1. Pani Joanno, brała Pani udział w przygotowaniach wirtualnej wystawy realizowanej z okazji setnej rocznicy urodzin Papieża Jana Pawła II. Jakie były reakcje zwiedzających?

Joanna Olendzka: Bardzo pozytywne. Odwiedzający wystawę podkreślali w swoich komentarzach uniwersalny wymiar nauczania Papieża. Wiele osób odkrywało z zaskoczeniem, że to, co papież mówił przed ponad 20 laty jest wciąż aktualne. I to zarówno w odniesieniu do zjawisk globalnych jak i do kondycji pojedynczego człowieka.  

  1. Pani Joanno, jak głęboko ‒ według Pani opinii ‒ postać Papieża Jana Pawła II zakorzeniona jest w świadomości Polaków  i nie tylko Polaków?

Joanna Olendzka: Papież Jan Paweł II był wielkim darem dla Polski. Był on też ogromnym darem dla świata. Tysiące świadectw zarówno wielkich tego świata: polityków, dziennikarzy, ludzi kultury, sportu, biznesu, jak i zwykłych ludzi potwierdzają, że miał on realny wpływ na myślenie i postrzeganie rzeczywistości milionów ludzi.

Dla nas Polaków był oczywiście kimś bardzo szczególnym. Ojcem, bratem, przewodnikiem, prorokiem. A jednocześnie intelektualnym gigantem i prawdziwym Mocarzem Ducha. Tym, który przyczynił się do obalenia komunizmu i poprowadził nas do wolności. A gdy ta wolność już przyszła uczył nas Polaków jak nie zachłysnąć się konsumpcjonizmem, jak bardziej „być” niż „mieć”...

Z całą pewnością, niezależnie od wiary i poglądów, Karol Wojtyła – późniejszy papież Jan Paweł II - jest traktowany przez wszystkich w Polsce jako największy Polak w naszej ponad tysiącletniej historii i tym samym niepodważalny autorytet moralny. Nawet jeśli dziś niektóre środowiska lewicowe próbują ten autorytet deprecjonować, pozostaje on niezmiennie najważniejszym punktem odniesienia dla większości Polaków.

  1. Zaledwie pięć lat po odzyskaniu przez Słowenię niepodległości Ojciec Święty odbył pielgrzymkę do Słowenii i utwierdził nas w wierze. Przybył do Brezje, modlił się przed obrazem Matki Bożej Wspomożenia Wiernych. Panie Ambasadorze, jak mocne są w Pana opinii takie gesty dla narodu?

Ambasador Krzysztof Olendzki: Jeśli chodzi o politykę, to niewątpliwie uznanie i docenienie przez największy w owym czasie autorytet na świecie, miało niewątpliwie kolosalne znaczenie. W roku 1993 Papież odbył pielgrzymkę do Litwy, Łotwy i Estonii, krajów, które także dopiero co pojawiły się na mapie politycznej, choć miały za sobą krótki okres budowania swej nowoczesnej państwowości w dwudziestoleciu międzywojennym. Również w tamtych przypadkach, mimo, że np. społeczeństwo estońskie było przeważnie protestanckie, a właściwie pogańskie lub po prostu mówiąc sowieckie, wizyta św. Jana Pawła II była potwierdzeniem praw wspomnianych narodów do niepodległego państwa. Mając na uwadze fakt, iż pamięć i tożsamość to dwa pojęcia najpełniej opisujące wspólnotę, jej kulturę oraz jej projekcję przyszłości, docenienie i rozwinięcie ich przez św. Jana Pawła II niewątpliwie wzmocniło naród słoweński oraz jego międzynarodowe uznanie. Ale istnieje również głęboki wymiar duchowy tej pielgrzymki. Niestety nie mam kompetencji, by się na ten temat wypowiadać, ale z różnych przekazów, jakie miałem okazję poznać, mogę sobie wyobrazić, iż był olbrzymi. Chciałbym kiedyś poznać wyniki badań mówiących o tym, w jakim zakresie Papież zmienił Słoweńców i Słowenię. Ciekawe, iż na całym świecie nawet ci, którzy występowali przeciw niemu, w chwilach jego obecności chcieli przebywać tuż przy nim.

  1. Pani Joanno, czy można jakoś połączyć Papieża Jan Pawła II i Matką Boską? Czy pamięta Pani może którą z pielgrzymek Papieża do Matki Bożej Częstochowskiej?

Joanna Olendzka: Papież bardzo kochał Maryję. Jego maryjność ukształtował „Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” św. Ludwika Grignion de Monfort, do którego bardzo często się odwoływał. Niemal każde swoje wystąpienie publiczne zaczynał lub kończył modlitwą do Matki Najświętszej.  Jan Paweł II od czasów wczesnej młodości nigdy nie rozstawał się z różańcem. Gdy przeprowadzał ważne rozmowy, gdy pisał, wykładał czy odpoczywał – jego dłoń zawsze oplatał różaniec. Robiło to niezwykle wrażenie na tych, którzy się z nim spotykali – ta jego nieprawdopodobna podzielność uwagi. Mógł robić różne rzeczy i jednocześnie modlić się na różańcu, jakby zapraszał Maryję do konkretu życia, do wszystkich swoich decyzji, wszystkich rozmów, do wszystkich dokumentów i wystąpień, które pisał. Oczywiście modlił się również długie godziny na kolanach w kaplicy nie łącząc tego z żadną aktywnością.

Nawiązując do Pana pytania o jego pielgrzymowanie na Jasną Górę do Czarnej Madonny z Częstochowy, to chciałabym podkreślić, że on do Niej jeździł od zawsze. Najpierw jako mały chłopiec ze swoimi rodzicami, a później już sam, bardzo regularnie odwiedzał Jasnogórską Madonnę, która stała mu się szczególnie bliska po stracie ziemskiej mamy, która zmarła, gdy mały Karol miał zaledwie 9 lat. 

Później, już jako papież, odwiedzał Częstochowę podczas niemal wszystkich pielgrzymek do Polski. Dla mnie osobiście szczególnie jedna z tych pielgrzymek pozostaje do dziś ogromnie ważna, gdyż zadecydowała ona o całym naszym wspólnym życiu.  Było to w sierpniu 1991 roku, gdy w Częstochowie odbywały się Światowe Dni Młodzieży.

Pamiętam, gdy długo oczekiwany pielgrzym z Rzymu pojawił  się w Częstochowie wśród półtoramilionowego tłumu młodzieży. Radość i zachwyt mieszały się z ogromnym wzruszeniem. Wszyscy szaleliśmy. Wiwaty, śpiewy i radosne okrzyki nie miały końca. Chcieliśmy, by każdego z nas Papież usłyszał osobiście. Upalna sierpniowa Częstochowa, wypełniona młodymi ludźmi z całego świata  unosiła się ku Niebu w pieśniach i tańcach pełnych Ducha…

I tak aż do wieczornego Apelu, gdy nagle nastrój się zmienił. W ciszy wieczoru rozbrzmiał donośnie głos Papieża, dźwięczny, dobitny, ale bardzo skupiony: „Jestem — pamiętam — czuwam. Trzy słowa, które bardzo nam Polakom dopomogły. Słowa języka i słowa łaski. Boskie „Jestem” Przymierza. Jestem przy Tobie – pamiętam – czuwam.”

Te słowa i ogromne skupienie setek tysięcy naszych rówieśników były niezwykle przejmujące. Cisza po horyzont… Czuwanie modlitwy… Dar jedności… Atmosfera tamtego wieczoru pozostanie w nas na zawsze…

„Jeśli zapomnimy, ustaniemy na czuwaniu, wszystko to, co budujemy, może zostać zniszczone – mówił dalej spokojnie Papież - Także miłość…”.

Tego wieczoru, w obecności Maryi w jej cudownym wizerunku, zrodziła się w nas decyzja o wspólnej drodze. Tam, na Wałach Jasnogórskich, wieczorem 14 sierpnia 1991 roku, postanowiliśmy iść dalej przez życie razem. Kilka miesięcy później, jesienią tego samego roku, wzięliśmy ślub… Jan Paweł II i jego zniewalająca, pełna mocy świętość, a z drugiej strony dyskretna obecność Maryi, przekonały nas do wspólnej drogi czuwania, którą idziemy już prawie 30 lat.

Ten Jasnogórski sierpniowy wieczór 1991 roku promieniuje do dziś. W życiu osobistym i publicznym. W naszych wyborach, decyzjach, zmaganiach…

Przez ostatnich 30 lat przyszło nam żyć w rożnych krajach: Włoszech, Estonii, Tunezji, Kanadzie, a obecnie w Słowenii. Wszędzie Jan Paweł II objawiał się nam nieoczekiwanie i przypominał się towarzysząc nam w naszej codzienności. Był z nami i naszymi trzema synami na placu Św. Piotra i błogosławił osobiście w 10 rocznicę naszego ślubu. Był w Tallinie, gdy przypominaliśmy jego nauczanie wydając po estońsku książkę „Pamięć i tożsamość”, był podczas konferencji o dialogu międzyreligijnym, który organizowaliśmy w Tunisie jeszcze przed tzw. „arabską wiosną”, był podczas naszych spotkań z kanadyjską młodzieżą wyjeżdżającą na ŚDM w Krakowie w 2016 roku, ale nade wszystko był przy nas w sytuacjach utrudzenia i cierpienia, w czasie zmagań ze słabością i w bezsilności choroby. Jest z nami również teraz tu w Słowenii.

  1. Wydaje mi się, że wszyscy Słowianie w pewnym stopniu uznają świętego Jana Pawła II za "swego". Panie Ambasadorze, na czym polegała moc Papieża, że zdołał przemawiać do wszystkich ludzi: do chorych, starszych, polityków, królów, dyktatorów…?

Ambasador Krzysztof Olendzki: To jest raczej pytanie do Ducha Świętego :-) Cóż, wskazuje się na jego aktorskie przygotowanie, intelekt, erudycję, etc. Jedna z książek lub film, nie pamiętam, noszą tytuł “Człowiek, który został papieżem”. Został papieżem, ale nie przestał być człowiekiem. Jego człowieczeństwo realizowało się nadzwyczajnie głęboko i pięknie w jego apostolacie. Był jednym z nas. Rozumiejącym ludzką mowę. Nie był niemy i głuchy. Potrafił z głębi serca powiedzieć “Papiež ma vas rad”! Mówił do milionów, a zwracał się zarazem do każdego pojedynczego człowieka. To była jego ogromna siła.  

  1. Pani Joanno, dzisiaj cały świat stoi przed wielkim wyzwaniem. Czego uczy nas święty Jan Paweł II o aktualnej sytuacji? 

Joanna Olendzka: Myślę, że Jan Paweł II pokazuje nam przede wszystkim, że każda trudna sytuacja może być szansą, a każde ograniczenie, przeżywane z godnością, może stać się bodźcem do osobistego rozwoju. Mamy żyć tu i teraz i czynić dobro tam, gdzie jesteśmy. Proste, a zarazem jakże wymagające…

Dziś, w dobie pandemii, każdy z nas zadaje sobie pytanie: Co będzie dalej? Ze mną, z moją rodziną, ze światem? Zastanawiamy się, co on by nam na to wszystko powiedział. I oczywiście od razu przypominają się słowa, którymi Jan Paweł II inaugurował swój pontyfikat: NIE LĘKAJCIE SIĘ!

NIE LĘKAJCIE SIĘ! Tajemnica choroby czemuś służy. Może nas skłonić do osobistej refleksji, czasem zmiany życia lub po prostu wyjścia poza mały krąg własnego ego. Być może chodzi dziś właśnie o takie zwykłe zwycięstwa nad sobą, o zainteresowanie drugim człowiekiem, o męstwo w codzienności, gdy traci się pracę, dzieci nie chodzą do szkoły, a ktoś bliski walczy o życie w szpitalu. Jan Paweł II przekonywał, że cierpienie jest w świecie również po to, żeby wyzwolić w nas miłość, ów hojny i bezinteresowny dar z własnego ja na rzecz tych, których dotyka cierpienie. (List apostolski Salvifici Doloris z 1984 roku)

Mówiono o nim „Papież Nadziei”. I tej nadziei pomimo wszystko wciąż nas uczy. Nawet, gdy sytuacja po ludzku jest beznadziejna, nie wolno poddawać się rozpaczy. Życie ma tyle barw i odcieni. Cierpienie nadaje sens, uczy pokory i pozwala dostrzec piękno drobnych radości życia. Podczas spotkania z młodzieżą na lotnisku w Postojnej zwyczajnie prosił: „Moi drodzy, gdy doznajecie pokusy zamknięcia się w sobie, ponieważ życie napełnia Was niepokojem, a czasem lękiem, pamiętajcie, że Jezus Chrystus puka do drzwi Waszych serc i oczekuje, że pozwolicie Mu wejść. Jeśli Go przyjmiecie, powie do każdego z Was: „Pokój Wam!

On znał jak nikt inny trudy życia - bardzo wcześniej stracił mamę, później ojca, przeżył niemiecką okupację i narzucony Polsce siłą system komunistyczny, a później zamach na swoje życie, postępującą chorobę Parkinsona i setki innych problemów. Ale wiedział jedno i demonstrował to całą swoją postawą, że zawsze należy „przekraczać próg nadziei”.

  1. Pani Joanno, być może pytanie zbyt osobiste. Święty Jan Paweł II był oddany modlitwie. Czy możemy czerpać siłę z modlitwy?

Joanna Olendzka: Modlitwa jest ogromną siłą. Wiara w Boga i modlitwa dają wielką moc. Moc do pogodnego przechodzenia przez życia, do podejmowania w pokorze codziennych obowiązków.  Do podejmowania wyzwań, które często nas przekraczają. Do uśmiechu, gdy wszystko boli….

Jan Paweł II był gigantem modlitwy. Uczył nas, że modlitwa może przenikać całe nasze życie, całą naszą codzienność. Każdą naszą myśl, każde wydarzenie, każdy czyn, obowiązek, każdą naszą relację możemy kierować ku Niebu prosząc najzwyczajniej o błogosławieństwo.   I uwielbiać Boga Stwórcę w pięknie świata, w każdym człowieku, w każdym spotkaniu…

  1. Mieszkają już Państwo w Słowenii przez jakiś czas, wielokrotnie przyjeżdżają do Matki Bożej Wspomożenia Wiernych w Brezje, odwiedzili również Muzeum Narodzenia Pańskiego. Co Państwo mogliby powiedzieć o naszym kraju?  

Ambasador Krzysztof Olendzki – W ciągu ostatnich 20 lat bardzo dużo podróżowałem po świecie. Mieszkałem lub odwiedziłem na krócej lub dłużej ponad sto krajów. Jednak to Słowenia, obok Polski, urzeka mnie najbardziej. Spokój i dostojność gór. Lazur morza. Ale może nade wszystko święty krajobraz wyznaczany przez kościelne wieże budowane w charakterystycznym barokowym lub neobarokowym stylu, z których regularnie dochodzą melodie dzwonów. To wszystko sprawia, że dla mnie Wasz piękny kraj ma kojący charakter. Bardzo lubię przyjeżdżać do Brezje. Pokój tego miejsca jest naprawdę kojący. Można tu odczuć miłość Bożą do świata.

Joanna Olendzka: Naszą misję w Słowenii rozpoczęliśmy od zawierzenia się Matce Bożej Wspomożycielce Wiernych właśnie w Sanktuarium w Brezje. Przyleciałam do Słowenii 23 maja, a dokładnie następnego dnia obchodzono w Brezje Święto patronalne Sanktuarium, więc postanowiliśmy od razu tu przyjechać. Wiem, że  w życiu nie ma przypadków. Ten pierwszy dzień mojego pobytu w Słowenii spędzony właśnie w Brezje związał nas od razu nierozerwalnie z Marija Pomagaj. Bywamy tu bardzo często. To przecudne miejsce, przepełnione duchem modlitwy. Ojcowie Franciszkanie uczynili z Brezje prawdziwą oazę „pokoju i dobra”. W Brezje stoi pomnik Św. Jana Pawła II, są tam też jego relikwie -  upamiętnienie obecności świętego papieża w tym miejscu w maju 1996 roku, podczas jego I pielgrzymki do Słowenii. .  

Ambasador Krzysztof Olendzki: Jednak to nie tylko krajobraz oraz bazylika z jakże drogą mi kaplicą Marija Pomagaj tworzą to miejsce. To również niezwykłe muzeum, które tutaj odkryłem. Jestem wielkim entuzjastą poznawania historii, poznawania ludzi, poprzez opowieści przedstawiane w muzeach. W Brezje na tyłach bazyliki znajduje się Muzeum Narodzenia Pańskiego, w którym zgromadzono szopki bożonarodzeniowe z całego świata. Również z Polski. Dlaczego muzeum to uważam za ważne i ciekawe? A przy tym inteligentnie i ze smakiem zaaranżowane? Uważam, że to miejsce ma znaczenie, które wykracza daleko poza Sanktuarium i Słowenię. Tłumaczy bowiem moc radości i nadziei, jaką od wieków budzi w ludziach fakt narodzenia Zbawiciela. To muzeum wyjaśniło mi także wiele ze słoweńskiej tożsamości oraz siły Waszej kultury. Bardzo lubię tu przyjeżdżać.

Alen Salihović: Bardzo dziękuję za rozmowę.

Wywiad z Joanną i Krzysztofem Olendzkimi ukazał się z okazji 25. rocznicy pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Słowenii. Papież odwiedził Słowenię dwukrotnie: w maju 1996 roku i we wrześniu 1999 roku.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zdjęcia (9)