Zwierzęta w mieście - dziki mieszczuch pod Wawelem
Dziki znakomicie czują się w mieście. Można nawet powiedzieć, że stały się prawdziwymi mieszczuchami. To już kolejne pokolenie dzików żyjących na terenie Krakowa. A jak krakowianie czują się z dzikami? Odpowiedzi są przepełnione emocjami, a argumenty w tej gorącej debacie niewielu interesują.
W wierszu Elizy Rozdoby dzik Tadzik był bardzo nieśmiały. Leniwie siedział w lesie i choć marzył o życiu w mieście, ostatecznie postawił na spokojny żywot w leśnym zagajniku. W świecie rzeczywistym dzik pokonał jednak swoją nieśmiałość i zrealizował to, co zapowiadał:
„Koniec! Basta! Wyjdę z lasu i pójdę do miasta!”
Dziś dziki spacerują po centrum Krakowa. Silne, ciężkie lochy prowadzą swoje młode pomiędzy rzędami samochodów. Są czujne i gotowe do obrony potomstwa w każdej chwili. A najlepszą obroną dla dzika, który czuje się zagrożony, jest atak.
Piesi znikają w wiatach przystankowych lub chowają się do najbliższych sklepów, bram i podwórek, by zejść zwierzętom z drogi. Właściciele nieruchomości odstraszają intruzów hukiem, ponieważ dziki niszczą ogrodzenia, wywracają kosze na śmieci, próbują dostać się na posesje, a czasem godzinami przebywają przy bramach wjazdowych.
W ostatnim czasie dzik przewrócił wózek, w którym znajdowało się roczne dziecko. Spłoszone zwierzę w biegu uderzyło w wózek. Dziecko upadło na chodnik i trafiło do szpitala. Tym razem nie doszło do tragedii, ale to zdarzenie uświadomiło wielu osobom, że spotkanie na ulicy z pozornie spokojnym zwierzęciem może w jednej chwili zamienić się w dramat. Locha z młodymi, chory lub spłoszony dzik mogą zaatakować człowieka.
Tym razem tragedii udało się uniknąć, ale dyskusja o tym, „co zrobić z dzikami”, odżyła na nowo.
Ci, którym dziki realnie zagrażają, dostrzegają przede wszystkim ich niebezpieczny oręż: ostre kły – szable i fajki – oraz tabakierę, czyli silny ryj służący do buchtowania (rycia w ziemi). Świadomi siły tych zwierząt i zagrożenia, jakie mogą stanowić, czują złość i bezradność. Mówią, że „nikt z tym nic nie robi”, „nikt nie chce im pomóc”, i domagają się zdecydowanych działań zmierzających do regulacji populacji, w tym odstrzałów prowadzonych przez myśliwych.
Ci, którzy znają dziki głównie z bajek, pluszowych zabawek i zabawnych filmików w sieci, nadają im imiona i traktują je jak sympatyczne, żywe maskotki.
Jeszcze inni domagają się rozwiązań uznawanych za bardziej humanitarne, czyli wywożenia dzików „za miasto”. W praktyce oznacza to jednak jedynie przeniesienie problemu i zagrożenia na sąsiednie gminy.
Tylko nieliczni mówią głośno „tak”, tłumacząc konieczność regulacji populacji dzików w Krakowie oraz potrzebę profesjonalnego wsparcia ze strony myśliwych.
Kilkanaście małych pasiastych warchlaków szybko zamieni się w przelatki, czyli dziki w drugim roku życia, a następnie w kilkanaście potężnych loch i odyńców.
Czy da się pogodzić potrzeby ludzi z rytmem natury? Na „Tadziku” w mieście można propagandowo wiele ugrać, ale również wiele stracić. Można prowadzić merytoryczną debatę, pytać ekspertów, analizować fakty i podejmować odważne decyzje. Są to rozmowy o sprawach trudnych, budzących ogromne emocje, często toczące się obok modnych tematów i prowadzące do niepopularnych wniosków.
Polecamy bardzo ciekawą rozmowę z dr. inż. Piotrem Kempfem, dyrektorem Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krakowie, poświęconą dzikom żyjącym w mieście i związanym z tym poważnym problemom.
W rozmowie pojawiają się również miłe, wakacyjne tematy związane z pięknymi, mało znanymi zakątkom małopolskich lasów, które trzeba koniecznie zobaczyć.
Warto posłuchać: