W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z naszej witryny oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu. W każdym momencie można dokonać zmiany ustawień Państwa przeglądarki. Zobacz politykę cookies.
Powrót

Ukraina. Wojna pozycyjna – wojna informacyjna

12.10.2022

„Przywracanie łączności po wczorajszych atakach rakietami samosterującymi. Ponad 3 tysiące stacji bazowych wznowiło nadawanie w ciągu jednego dnia, dzięki czemu ludzie mogą kontaktować się z rodzinami i być na bieżąco z aktualnościami. Szybka i zaciekła praca dostawców energii i operatorów telekomunikacyjnych: Ukraina będzie online bez względu na wszystko.” – napisał na Twitterze wicepremier Ukrainy Mykhailo Fedorow. Jak dotąd wszelkie rosyjskie próby wywołania na Ukrainie telekomunikacyjnego blackoutu spełzają na niczym. I dobrze. Nawet bardzo!

Element graficzny.

Autor: Karol Zimnoch, DT KPRM.


 

 

W poniedziałek (10.10.2022 r.) po raz kolejny w ukraińskich miastach zawyły syreny i ponownie spadły bomby. Putin znowu zaatakował cele cywilne, obracając w proch domy, place zabaw, które z prowadzeniem wojny nie mają nic wspólnego. Zginęli niewinni ludzie a tysiące pozostało bez wody, ogrzewania i elektryczności, a co za tym idzie, także łączności. O drastycznych spadkach możliwości dostępu do Internetu i sieci telekomunikacyjnych w zaatakowanych regionach poinformował portal NetBlock. Po raz kolejny zbrodnicza władza z siedzibą na Kremlu postanowiła zasiać terror wśród niewinnych ludzi i pozbawić ich możliwości kontaktu z najbliższymi, a władzy – medium do zarządzania krajem. Na próżno.

Zrzut ekranu z serwisu Twitter z wpisem portalu NetBlock dotyczącego problemu z dostępem do sieci Internet.

Zrzut ekranu z serwisu Twitter z wpisem Mykhailo Fedorowa, wicepremiera Ukrainy ds. cyfryzacji.

Wojna na zasięgi

W ciągu ostatnich miesięcy cały świat przekonał się, że nowoczesna wojna prowadzona jest na wielu polach – zarówno tych fizycznych, jak i cyfrowych. Choć to zawodowi żołnierze są największymi bohaterami, gdyż często płacą najwyższą cenę za obronę granic swojego kraju, warto docenić także inne grupy zawodowe, które również przyczyniają się do zwycięstwa i przywrócenia ukraińskiemu społeczeństwu chociaż częściowego spokoju. Jedną z dziedzin, która dzielnie realizuje oba te cele jest telekomunikacja, gdyż jak się okazuje, wojna w Ukrainie nie jest jedynie wojną o wpływy, ale czasami przeradza się również w wojnę o zasięgi. Rosyjski okupant bardzo dobrze wie, że kto ma media, Internet, sieci komórkowe w garści, ten sprawuje rzeczywistą, informacyjno-komunikacyjną władzę nad danym regionem, a przede wszystkim – nad jego mieszkańcami. Nie mówi się o tym wystarczająco dużo, ale rosyjska okupacja oznaczała i nadal oznacza dla milionów osób z terytorium zachodniej Ukrainy zupełny blackout. Z dnia na dzień ludzie ci stracili możliwość komunikowania się z bliskimi za pomocą sieci komórkowych, sprawdzenia informacji w Internecie i innych zupełnie normalnych, dla współczesnego człowieka, czynności. Wszystko to przez chaotyczne, choć celowe działanie wojsk Putina, którym było niszczenie i grabienie aparatury telekomunikacyjnej tak, aby nikt nie mógł się dowiedzieć, jak bestialsko i barbarzyńsko zachowuje się armia „wyzwoleńcza”. Skalę działań wymierzonych przeciwko wolności informacyjnej cywilów pokazują jednak dopiero raporty i reportaże dotyczące ziem odzyskanych ostatnio przez wojska ukraińskie.

Ostatnia wieża Mariupola

Z pewnością każdy pamięta o tragicznych wydarzeniach związanych z oblężeniem Mariupola. W marcu właśnie tam zwróciły się oczy niemalże całego świata. Nagrania, zdjęcia i relacje bardzo szybko wypełniły przestrzeń medialną, ukazując piekło wojny wywołanej przez Putina. Czy bez nich reakcja Zachodu byłaby równie stanowcza? Prawdopodobnie nie, z czego zdawali sobie sprawę bohaterowie z Mariupola. I nie chodzi tu wyłącznie o żołnierzy broniących miasta, ale także o zwykłych ludzi, wykonujących swoje zwykłe prace w obliczu śmiertelnego zagrożenia. Technicy uruchamiający pod ostrzałem agregat prądotwórczy zasilający ostatnią stację bazową sieci komórkowej w mieście, mężczyzna wspinający się na 10 piętro uszkodzonego budynku, aby przesłać do Internetu zdjęcia zniszczeń, ludzie nagrywający to, co się dzieje z nadzieją, że będą mogli kiedyś opublikować swoje materiały i pokazać światu prawdziwe oblicze rosyjskiej „operacji specjalnej” – to bohaterowie, o których mówi się o wiele mniej, chociaż ich rola pozostaje równie ważna.

Oblężenie Mariupola pokazało, że Rosjanie doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że dezinformacja oraz zerwanie połączeń, komunikacyjna izolacja regionu mają duże znaczenie w obmyślaniu strategii przy prowadzeniu nowoczesnej wojny. Wojny, nie bójmy się tego stwierdzenia, informacyjnej, gdyż przed konfliktem zbrojnym to właśnie newsy i komunikaty medialne były bronią Putina. Nie powinno więc dziwić, że w oblężonym Mariupolu zniszczone zostały wszystkie (!) stacje bazowe telefonii komórkowej. Zdecydowana większość została zniszczona ostrzałem artyleryjskim (vide pamiętne nagranie zburzenia wieży telewizyjnej). Do końca marca 2022 r. w mieście funkcjonowała już tylko jedna stacja bazowa, działająca dzięki heroizmowi i determinacji dwóch techników, codziennie zasilających urządzenie prądem z agregatu. Gdy jednak Rosjanie wkroczyli do miasta, również ona została przechwycona i wyłączona z użytku. Mariupol, podobnie jak dziesiątki innych miejscowości na okupowanych terenach zachodniej Ukrainy, został odłączony, odseparowany od reszty kraju i świata żelazną (po raz wtóry) kurtyną. Jak podaje jeden z ukraińskich serwisów informacyjnych, w samym obwodzie charkowskim, którego Rosjanie nie zdobyli nawet w 50% w szczytowym momencie swojej przewagi, połączenia telekomunikacyjnego nie miało ponad 300 miejscowości, a ich mieszkańcom armia „wyzwoleńcza” skonfiskowała (a dokładniej – ukradła) telefony, laptopy, tablety i inny sprzęt RTV. Nagle, w sposób niespodziewany i barbarzyński, rosyjski okupant odebrał tysiącom osób możliwość skontaktowania się ze swoimi bliskimi, śledzenia wydarzeń w kraju i na świecie i w ogóle wykorzystywania telefonii i Internetu w codziennych potrzebach.

Czego nie zniszczymy to ukradniemy

Jak się jednak okazało, niszczenie nadajników, anten i innego wyposażenia stacji bazowych telefonii komórkowej nie jest jedynym aktem okupanta przeciw wolności ludzi i ich prawu do komunikowania się i pozyskiwania informacji. W zachodnich mediach aż roi się od informacji o aktach grabieży, napadów, zwykłego złodziejstwa rosyjskich sołdatów. Prócz alkoholu, produktów spożywczych, czajników elektrycznych, produktów RTV i AGD czy pieniędzy, oddziały Putina zainteresowały się również osprzętem telekomów. O takich przypadkach wielokrotnie informowali również przedstawiciele organów państwowych Ukrainy, w tym przede wszystkim Mykhailo Fedorow – ukraiński wicepremier i minister cyfryzacji. Jak podaje w jednym ze swoich wpisów: By stepping back from Kharkiv region after successful Ukrainian counteroffensive, Russians traditionally looted staff. Telecom infrastructure is no exception; they stole literally everything: servers, batteries, generators. Currently providers have started work on internet restoring” (tłumaczenie własne na język polski: „Podczas wycofywania się z obwodu charkowskiego po udanej kontrofensywie wojsk ukraińskich, Rosjanie tradycyjnie dokonali grabieży sprzętu. Infrastruktura telekomunikacyjna nie stanowi wyjątku; ukradli dosłownie wszystko: serwery, baterie, generatory. Obecnie dostawcy rozpoczęli pracę nad przywróceniem dostępu do Internetu”). Nie jest to jednorazowy przypadek, a raczej przykład skoordynowanego działania mającego na celu z jednej strony odcięcie okupowanych regionów od reszty świata, a z drugiej przechwycenie drogiego, zaawansowanego sprzętu telekomunikacyjnego.

Odbudować „zdenazyfikowaną” infrastrukturę

Trudno mówić o dokładnym bilansie strat i grabieży urządzeń telekomunikacyjnych na ziemiach okupowanych przez Rosjan, gdyż ich wyzwalanie (jakkolwiek bardzo sprawne i efektywne) dopiero się rozpoczęło po niedawnej wymianie inicjatywy bojowej. Przestrzeń medialną obiegają coraz to nowsze informacje dotyczące tego, co zostało zniszczone, skradzione, zaminowane, wyłączone z użytku. Nie wszystkie jednak wiadomości są negatywne. Jakiś czas temu cyfrowy potentat Elon Musk wsparł Ukrainę poprzez darmowe udostępnienie sieci komórkowej i Internetowej swoimi nowoczesnymi satelitami typu Starlink. Dzięki temu zarówno wojska ukraińskie, jak i cywile, mogli po długiej ciszy skontaktować się ze swoimi bliskimi. Rozwiązania problemu rosyjskiej kurtyny telekomunikacyjnej szukają także władze kraju. Niedawno prezydent Zełensky podpisał dekret umożliwiający odbudowę infrastruktury telekomunikacyjnej bez dodatkowych zezwoleń. Dzięki temu, na ziemiach odzyskanych oraz tych, gdzie okupant „zdenazyfikował” anteny i słupy telefoniczne, ukraińscy technicy są w stanie szybciej przywrócić zasięg i dostęp do sieci internetowej. Ich praca nie jest jednak prosta, czasami wręcz heroiczna, gdyż muszą pracować w warunkach polowych oraz wojennych, często docierając do miejsc zniszczonych eksplozjami lub zaminowanych. Ukraińscy technicy, odbudowując połączenie telekomunikacyjne, przyczyniają się zarówno do przewagi logistycznej rodzimych wojsk, jak i do przywrócenia chociaż namiastki normalnego życia dla dotkniętych chaosem wojny cywilów.

Piętnastominutowe okno na świat

O tym, jak bardzo mieszkańcy wyzwolonych terytoriów potrzebowali wolności, w tym wolności do kontaktowania się z bliskimi i do sprawdzania informacji w Internecie, można przekonać się czytając relacje z wydarzenia, które niedawno miało miejsce w odbitym Iziumie. Ukraińskie wojsko utworzyło tam punkt dostępowy do sieci Wi-Fi, aby każdy chętny mógł z niego za darmo skorzystać. Jak podają zagraniczni reporterzy i świadkowie zdarzenia, kolejka bardzo szybko przybrała niebywałe rozmiary. Aby jednak każdy mógł skorzystać z Internetu, władze postanowiły, że maksymalny czas jednorazowego dostępu będzie wynosił 15 minut. Pomimo tego, setki ludzi, oczekując na swoją kolej na zgliszczach domostw, przyszło do ustanowionego punktu Wi-Fi. W wywiadach mieszkańcy Iziuma nie kryli swojej radości, gdyż nareszcie, po wielu tygodniach przebywania w informacyjnej i telekomunikacyjnej próżni, mogli dać znak swoim bliskim, że żyją. Informacyjna próżnia zafundowana przez rosyjskiego okupanta to trauma, na którą wskazywało wielu rozmówców – był to bowiem okres 6 miesięcy, podczas którego jedynymi informacjami na temat wydarzeń w kraju i na świecie były te powielane przez żołnierzy Putina. Jak podaje jeden z mieszkańców wyzwolonego miasta: „Żyliśmy plotkami, przekręconymi historiami z drugiej ręki”. Warto również dodać, że moment przywrócenia komunikacyjnego i informacyjnego połączenia był momentem, kiedy odkryto i pokazano światu kolejne miejsce masowego mordu dokonanego przez Rosjan na mieszkańcach Iziuma. Pozostają tylko pytania – czy dowiedzielibyśmy się kiedykolwiek o tej zbrodni wojennej, gdyby nie militarno-informacyjne wyzwolenie miasta przez armię ukraińską?

Russkij mir w telekomunikacji

Jednak nie tylko ukraińska strona konfliktu uznała, że pozostawianie setek tysięcy osób w komunikacyjno-informacyjnej separacji od reszty świata, to czyn haniebny i niehumanitarny. Rosjanie jednak, o czym można było się już niejeden raz przekonać, potraktowali tę szlachetną misję jedynie pretekstualnie, ponieważ ich zamiary ukazują się być zupełnie inne. W obwodzie charkowskim, jak podaje Charkowskie Centrum Antykorupcyjne, okupant zaimplementował swoją własną telefonię komórkową oraz Internet o groteskowej, jeśli nie cynicznej nazwie Mirtelekom, która oczywiście z mirem (ros. „świat”, ale również „pokój”) nie ma nic wspólnego. Misją Mirtelekomu od czerwca bieżącego roku jest dostarczanie usług komunikacyjnych mieszkańcom okupowanych obwodów charkowskiego, chersońskiego i zaporoskiego. Oczywiście, za tym „szczytnym” celem umożliwienia cywilom komunikowania się ze swoimi bliskimi i zdobycia informacji na temat wydarzeń w ich ojczyźnie czy na świecie, kryje się o wiele bardziej okrutna rzeczywistość. Jak się okazało dzięki dokładnemu reaserchowi ukraińskich dziennikarzy, firma ta ma bezpośrednie związki z Rostelekomem, rosyjskim potentatem telefonii, w którym to Federacja Rosyjska ma ok. 38% udziałów. Sam Mirtelekom powstał w czerwcu 2022 r. i został zarejestrowany na okupowanym Krymie. Co więcej, tzw. szef oddziału charkowskiego, de facto dyrektor firmy, niejaki Andrij Mykolayovych Makarov to wieloletni, zasłużony pracownik wysokich stanowisk różnych oddziałów Rostelekomu. Nietrudno więc o wniosek, że Mirtelekom w rzeczywistości jest jedynie filią firmy-matki prowadzonej przez Federację Rosyjską i posługuje się dokładnie takimi samymi wytycznymi względem treści udostępnianych w Internecie. Można stwierdzić, że prawdziwą motywacją przywracania przez okupantów dostępu do telefonii i połączenia internetowego na terenach bezprawnie zagarniętych w krwawym konflikcie jest wprowadzenie nowej formy kontroli tych terytoriów. Zarówno Rostelekom, jak i Mirtelekom, nie są niczym innym niż tubą propagandową Kremla. Chociaż więc w ostatnim czasie obie strony konfliktu zajęły się kwestią przywracania połączenia telekomunikacyjnego na terenach bezprawnie zagarniętych przez Putina, łatwo zauważyć, że o ile Ukraińcy rzeczywiście niosą obywatelom wolność i to na wielu płaszczyznach, o tyle Rosjanie odnaleźli w tym kolejną okazję do ciemiężenia niewinnych ludzi i wtłaczania ich w swoją autorytarną maszynerię, jaką jest Federacja Rosyjska.

Nie szukaj logiki tam, gdzie wkracza Armia Czerwona

Na podstawie tych kilku wybranych faktów ukazujących pewien obraz telefonii w okupowanych częściach Ukrainy można odnieść wrażenie, że działania rosyjskie nie mają większego sensu. Dziwna to logika najpierw niszczyć, a potem uruchamiać na nowo infrastrukturę telekomunikacyjną. Jeszcze bardziej absurdalne wydaje się być prowadzenie wojny pod hasłami przywracania wolności i wyzwalania ziem, przy jednoczesnym pozbawianiu ich mieszkańców możliwości do komunikowania się między sobą i ze światem zewnętrznym. Równie bezsensowna wydaje się grabież sprzętu, którego brak zmusił po kilku miesiącach okupanta do wysłania swoich reżimowych operatorów, aby ci z powrotem zaimplementowali te lub gorsze technologie na splądrowanych terytoriach. Groteskowa absurdalność działań po stronie rosyjskiej nie powinna już nas jednak dziwić, gdyż od samego początku tego konfliktu wojska Putina wydają się działać w sposób – eufemistycznie mówiąc – nieprzemyślany i niekonsekwentny. Zupełnie inaczej strategia przedstawia się po stronie ukraińskiej. Zarówno władze broniącego się państwa, jak i jego mieszkańcy, doskonale zdają sobie sprawę z tego, że komunikacja i dostęp do informacji to klucz nie tylko do poczucia bezpieczeństwa i łączności z bliskimi, ale także ze światem zewnętrznym. Dzięki tej świadomości można zauważyć dużą koordynację i współpracę strony wojskowej, rządowej i obywatelskiej w przywracaniu połączenie telekomunikacyjnego na odzyskanych ziemiach. Choć proces ten tak naprawdę dopiero się zaczął, to już teraz można mówić o dziesiątkach odważnych ludzi, którzy służą w ten sposób swojemu krajowi i jego suwerenności. To właśnie dzięki takim bohaterom jak technicy z Mariupola, świat mógł dowiedzieć się o tragedii setek tysięcy ludzi spowodowanej rosyjską agresją i poznać prawdziwe oblicze reżimu Putina.

 

 


O projekcie

Projekt „Sprawna telekomunikacja mobilna jako klucz do rozwoju i bezpieczeństwa" realizowany przez KPRM we współpracy z Instytutem Łączności - Państwowym Instytutem Badawczym w ramach Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa Działanie 3.4. Kampania ma na celu zwiększenie świadomości Polaków w zakresie działania, wykorzystania, bezpieczeństwa i znaczenia mobilnych sieci telekomunikacyjnych, a tym samym usług (w tym publicznych) opartych o te sieci. W ramach projektu zrealizowane zostaną działania w następujących obszarach: walka z dezinformacją, edukacja, podstawy prawne procesu inwestycyjnego, bezpieczeństwo i jakość życia.

Wideo

{"register":{"columns":[]}}