Powrót

Polskie czołgi na polach Flandrii. 1. Dywizja Pancerna w walkach o wyzwolenie Belgii - 1944 r.

22.09.2026

We wrześniu 1944 roku żołnierze 1. Dywizji Pancernej pod dowództwem gen. Stanisława Maczka wkroczyli do Belgii, uczestnicząc w wyzwalaniu kolejnych miast i miejscowości Flandrii. Korzystając ze zbliżającej się 82. rocznicy wyzwolenia Belgii, chcielibyśmy zaprosić Państwa do lektury artykułu autorstwa dr Anny Pastorek z Wojskowego Centrum Edukacji Obywatelskiej Ministerstwa Obrony Narodowej RP, poświęconego gen. Stanisławowi Maczkowi i jego żołnierzom - historii, która pozostaje ważną częścią wspólnego polsko-belgijskiego dziedzictwa.

Gen. Stanisław Maczek w czołgu

Generał Maczek w czołgu, Wielka Brytania, lipiec 1944 r., fotografia zrobiona podczas ćwiczeń. Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Wojennej losy sprawiły, że historia Polski i Belgii, dwóch odległych od siebie krajów, splotła się ze sobą. Jesienią 1944 r. żołnierze 1. Dywizji Pancernej dowodzonej przez generała Stanisława Maczka brali udział w walkach o wyzwolenie belgijskich miast m.in. Poperinge, Ieper, Roeselare, Tielt, Maldegem, Aalter, Gandawy, Lokeren, Stekene, Sint-Niklaas, Beveren oraz Beerse.

„Owacyjnie witane w Gandawie, wylały się oddziały pancerne na kwietne pola Belgii, między Gandawą, St. Nicolas i Antwerpią, aż po rzekę Skaldę. Zaczęliśmy być pijani własnymi sukcesami – i winem – i pocałunkami kobiet, szaloną radością wyzwalanych Belgów, owacjami tłumów. Na wieżach kościołów powiewały biało-czerwone chorągwie i w złotych księgach miast spoczęły nazwy naszych pułków. Nie ustawały jeszcze strzały na przedmieściach zdobywanych miast, gdy na rynku grała orkiestra i tańczono w lokalach. Ludność wydawała bale, a groby poległych tonęły w kwiatach. Modlono się w kościołach za nas i za Polskę spontanicznie i serdecznie. My byliśmy dumni z siebie i ducha Belgii”, tak o wydarzeniach sprzed ponad osiemdziesięciu lat pisał jeden z ich uczestników ppłk Stanisław Koszutski.

Po zajęciu terenów Rzeczpospolitej w 1939 r. przez Niemców i Sowietów, Polacy kontynuowali walkę o wolność. Na przełomie lipca i sierpnia 1944 r. polska 1. Dywizja Pancerna została przerzucona z Wielkiej Brytanii, gdzie była formowana i szkolona, na front zachodni, do Francji. Na jej czele stał generał Stanisław Maczek – doświadczony, inteligentny, charyzmatyczny dowódca, bardzo lubiany przez swoich podwładnych. 1. Dywizja Pancerna (wchodząca w skład 1. Armii Kanadyjskiej) wsławiła się w bitwach pod Falaise, Chambois i Mont Ormel, zamykając tzw. „kocioł Falaise”, co przyczyniło się do przełomu w kampanii normandzkiej.

Po ciężkich walkach we Francji i pościgu za wrogiem, 6 września 1944 r. polscy żołnierze wkroczyli do Belgii. Tego samego dnia wyparli Niemców z Poperinge i dotarli do Ieper. W tym mieście okrutnie doświadczonym podczas pierwszej wojny światowej wrażenie na polskich pancerniakach zrobiły tysiące krzyży na grobach poległych żołnierzy. Miasto zostało zdobyte po ciężkich walkach ulicznych. Mimo entuzjastycznego przywitania ze strony mieszkańców, polscy żołnierze nie zostali długo w Ieper. Między 7 a 9 września 1. Dywizja Pancerna opanowała kolejno Roeseloare, Tielt i Ruiselede. Następnie gen. Maczek podjął działania uniemożliwiające oddziałom niemieckim wycofanie się za Skaldę. Pododdziały dywizji miały zdobyć Gandawę, Lokeren i Sint-Niklaas, a wkrótce potem połączyć się z brytyjską 11. Dywizją Pancerną w rejonie Antwerpii. W walkach o Gandawę Polacy ponieśli ciężkie straty.

Płaski teren, podmokły grunt, liczne kanały, a także gęsta zabudowa w miastach i miasteczkach Belgii i Holandii stanowiły poważne wyzwanie dla 1. Dywizji Pancernej. Walki toczone przez polskich pancerniaków na tym terenie były bardzo ciężkie. Generał Maczek, licząc się z możliwymi większymi stratami wśród własnych żołnierzy, wydał rozkaz, by w miarę możliwości chronić ludność cywilną, a także oszczędzać zabudowę miast. W ogromie drugowojennych zniszczeń i okrucieństwa ten rozkaz był czymś niezwykłym.

Polscy żołnierze biorący udział w walkach o wyzwolenie Belgii i Holandii, wspominali trudności, jakie sprawiały wojskom pancernym warunki panujące w obu krajach. Czołgi poruszały się powoli, grzęznąc w błocie. Podmokłe tereny uniemożliwiały szybkie przemieszczanie się, jak to miało miejsce we Francji. Niemcy, broniąc zajętych ziem, w mistrzowski sposób wykorzystywali możliwości, jakie dawało ukształtowanie terenu i gęsta zabudowa. Liczne sady, wysokie żywopłoty, gęsto postawione budynki, stanowiły śmiertelne niebezpieczeństwo dla wyzwalających żołnierzy, były bowiem znakomitą osłoną dla niemieckich dział przeciwpancernych oraz żołnierzy wyposażonych w pancerfausty. Mimo trudów i strat, polscy żołnierze posuwali się naprzód wyzwalając kolejne miasta w Belgii. Miejscowa ludność odwdzięczyła się, witając swoich wyzwolicieli z prawdziwym entuzjazmem. Żołnierze generała Maczka ciepło wspominali belgijską gościnność. Gdy podczas walk we Francji spali zazwyczaj pod czołgami, Belgowie zapraszali ich często na nocleg do własnych domów, dzieląc się wszystkim co mieli.

„Jak zaczęliśmy na kontynencie oswobadzać miasta, nasza popularność wzrosła. My oszczędzaliśmy budynki, nie strzelaliśmy bez celu […]. Miasta wyzwalane przez Polaków bardzo sobie ceniły, że nie zostały zniszczone. Potem na rozmaite uroczystości jeździły oddziały brytyjskie, kanadyjskie, które oswobodziły inne miejscowości. A jednak najserdeczniej witani byli zawsze Polacy […]”. (mjr Zbigniew Kozak)

Tekst: dr Anna Pastorek, Wojskowe Centrum Edukacji Obywatelskiej

{"register":{"columns":[]}}