Powrót

Podstawy umorzenia śledztwa w sprawie "dwóch wież"

23.07.2026

Komunikaty - Warszawa Okręg (14) sprawa dwóch wież

Z uwagi na ograniczone zainteresowanie środków masowego przekazu konferencją prasową poświęconą umorzeniu śledztwa w sprawie tzw. dwóch wież, Prokuratura Okręgowa w Warszawie postanowiła przedstawić informację co do podstaw umorzenia śledztwa we wspomnianej sprawie w formie poszerzonego komunikatu. 

Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła w dniu 25 czerwca 2026 r. śledztwo w sprawie:                                                                 

  1. doprowadzenia Geralda Birgfellnera, w okresie od maja 2017 r. do lipca 2018 r., w krótkich odstępach czasu, w wykonaniu z góry powziętego zamiaru, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, do niekorzystnego rozporządzenia mieniem wielkiej wartości, w postaci pieniędzy w kwocie nie mniejszej niż 1.300.000 euro, przez osoby działające w imieniu Srebrna sp. z o.o. poprzez wprowadzenie pokrzywdzonego w błąd co do posiadania uprawnień do podejmowania decyzji w imieniu w/w spółki, zamiaru realizacji inwestycji w postaci budynku wysokościowego na nieruchomości usytuowanej w Warszawie przy ul. Srebrnej 16 oraz zamiaru wywiązania się wobec pokrzywdzonego z zapłaty wynagrodzenia za wykonanie zlecenia w imieniu Srebrna sp. z o.o. polegającego na podjęciu się działań związanych z przygotowaniem tej inwestycji, tj. o czyn z art. 286 § 1 k.k. w zw. z art. 294 § 1 k.k. w zw. z art. 12 § 1 k.k., na podstawie art. 17 § 1 pkt. 2 k.p.k. – wobec stwierdzenia, iż czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego; 
  2. przyjęcia 7 lutego 2018 r. w Warszawie korzyści majątkowej w postaci pieniędzy w kwocie 50.000 zł przez członka Rady Fundacji "Instytut im. Lecha Kaczyńskiego" w zamian za nadużycie udzielonych mu uprawnień i niedopełnienie ciążących na nim obowiązków, mogące wyrządzić Fundacji "Instytut im. Lecha Kaczyńskiego" szkodę majątkową, tj. o czyn z art. 296a § 1 k.k. na podstawie art. 17 § 1 pkt. 2 k.p.k. – wobec stwierdzenia, iż czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego; 
  3. nakłaniania w lutym 2018 r. w Warszawie, w krótkich odstępach czasu, w wykonaniu z góry powziętego zamiaru, Geralda Birgfellnera do udzielenia korzyści majątkowej w postaci pieniędzy w kwocie 100.000 zł. członkowi Rady Fundacji "Instytut im. Lecha Kaczyńskiego", a następnie ułatwienia udzielenia ustalonemu członkowi Rady Nadzorczej Fundacji "Instytut im. Lecha Kaczyńskiego" korzyści majątkowej w postaci pieniędzy w kwocie 50.000 zł i jej przyjęcia w zamian za nadużycie przez Radę udzielonych jej uprawnień lub niedopełnienie ciążących na niej obowiązków, mogące wyrządzić Fundacji "Instytut im. Lecha Kaczyńskiego" szkodę majątkową, poprzez przekazanie koperty z pieniędzmi w w/w kwocie, tj. o czyn z art. 18 § 2 i 3 k.k. w zw. z art. 296a § 1 i 2 k.k. w zw. z art. 12 § 1 k.k. na podstawie art. 17 § 1 pkt. 2 k.p.k. – wobec stwierdzenia, iż czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego. 

Wydając postanowienie o umorzeniu śledztwa w sprawie tzw. dwóch wież, prokurator uznał, że nie zostały wypełnione znamiona ani przestępstwa oszustwa (art. 286 § 1 k.k.), ani przestępstwa łapownictwa gospodarczego (art. 296a k.k.)

Pierwszym znamieniem oszustwa jest działanie w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Kolejnym znamieniem, będącym czynnością sprawczą przestępstwa oszustwa, jest doprowadzenie innej osoby do niekorzystnego rozporządzenia mieniem własnym lub cudzym. Doprowadzenie należy rozumieć jako wywołanie niekorzystnej dla pokrzywdzonego decyzji rozporządzającej w odniesieniu do jego mienia, ale jego istnienie zależy od tego, czy sprawca działał w określony sposób, mianowicie wprowadzając w błąd albo istniejący już błąd wyzyskując. Wprowadzenie w błąd polega na tym, iż sprawca własnymi podstępnymi zabiegami doprowadza pokrzywdzonego do mylnego wyobrażenia o określonym stanie rzeczy, natomiast "wyzyskanie błędu" to celowe skorzystanie z mylnego wyobrażenia o wartości rzeczy, skutkach transakcji itp., w jakim znajduje się pokrzywdzony. Dla odpowiedzialności karnej z art. 286 § 1 k.k. konieczne jest też ustalenie, że istnieje:

  • związek przyczynowy między zachowaniem sprawcy a skutkiem tj. błędnym wyobrażeniem rozporządzającego mieniem o rzeczywistości w części określającej elementy istotne z punktu widzenia decyzji o rozporządzeniu mieniem, 

a także 

  • związek przyczynowy między zachowaniem sprawcy a rozporządzeniem mieniem.

Zgromadzone w trakcie śledztwa dowody oraz poczynione ustalenia faktyczne nie potwierdziły, aby Jarosław Kaczyński wprowadził Geralda Birgfellnera w błąd co do możliwości podejmowania w imieniu spółki Srebrna decyzji w zakresie realizacji inwestycji budowlanej przy ul. Srebrnej 16 w Warszawie, co do woli realizacji tej inwestycji, a także co do zamiaru uiszczenia przez spółkę Srebrna zapłaty za podjęcie działań związanych z przygotowaniem przedmiotowej inwestycji, jak również że działał z zamiarem doprowadzenia Geralda Birgfellnera do niekorzystnego rozporządzenia mieniem, ani też że działał w celu osiągnięcia korzyści majątkowej dla siebie lub innej osoby. 

Zebrane w sprawie dowody nie pozwalają na przyjęcie, iż Jarosław Kaczyński prezentował się wobec pokrzywdzonego jako osoba, która faktycznie decyduje o wszystkich sprawach związanych z realizacją planowanej inwestycji. Wręcz przeciwnie – od początku przekazywał pokrzywdzonemu, że kwestie jego zaangażowania w tę inwestycję musi omówić z zarządem spółki Srebrna.

Nie znalazły również potwierdzenia w materiałach sprawy twierdzenia, że wszystkie osoby związane ze spółką jedynie wykonywały i realizowały polecenia Jarosława Kaczyńskiego. 

W ocenie organu prowadzącego postępowanie nie znalazło potwierdzenia w materiałach sprawy stwierdzenie, że osoby związane ze spółką Srebrna w sposób jednoznaczny podkreślały wobec pokrzywdzonego, jakoby wszelkie decyzje w sprawie podejmował Jarosław Kaczyński. 

Bezsprzecznie w świetle zgromadzonego w sprawie materiału uznać należało, iż Jarosław Kaczyński posiadał wiedzę o planowanej przez spółkę Srebrna inwestycji, ponieważ określone działania w tym zakresie spółka podejmowała już znacznie wcześniej, nadto znał członków zarządu spółki i rozmawiał z nimi na temat tej inwestycji. Nie ulegało również wątpliwości, że jako przewodniczący rady Fundacji wyraził na tę inwestycję zgodę, czego wyrazem jest podjęta przez radę uchwała. Niemniej jednak śledztwo nie wykazało, aby Jarosław Kaczyński wywierał wpływ na podejmowane w tej sprawie przez zarząd spółki Srebrna decyzje.

Jak ustalono, Jarosław Kaczyński nie udzielił Geraldowi Birgfellnerowi żadnego pełnomocnictwa do podejmowania działań zmierzających do przygotowania tej inwestycji, osobiście nie zlecał mu także żadnych prac w tym zakresie. Rozmowy prowadzone z Geraldem Birgfellnerem w zakresie inwestycji były na bardzo ogólnym poziomie, nie ustalano żadnych szczegółów, zarówno co do zakresu prac, jak i oczekiwanego wynagrodzenia. 

Przesłuchani w sprawie pracownicy poszczególnych podmiotów, z którymi prowadził negocjacje Gerald Birgfellner, zapytani o zaangażowanie Jarosława Kaczyńskiego w przygotowanie planowanej inwestycji, zaprzeczyli, żeby kiedykolwiek w trakcie negocjacji pojawiło się nazwisko polityka, wręcz przeciwnie świadkowie wskazali, że gdy zorientowali się, że projekt dotyczy spółki Srebrna, która powiązana jest z Fundacją, dołożono wszelkich starań, aby wszystkie związane z projektem czynności wykonane były jak najbardziej transparentnie, zachowując przy tym najwyższe standardy.

Na podstawie zgromadzonego w toku śledztwa materiału przyjęto, iż co najwyżej Gerald Birgfellner pozostawał w subiektywnym mylnym przekonaniu, nieznajdującym w niczym potwierdzenia, że to Jarosław Kaczyński jest nieformalnie osobą decyzyjną w zakresie spraw spółki Srebrna. Nikt u niego tego przekonania świadomie nie wywołał. Nie ujawniono jednak żadnych okoliczności wskazujących na to, że Jarosław Kaczyński swoją świadomością obejmował fakt pozostawania przez Geralda Birgfellnera w błędzie w powyższym zakresie. Nie mając świadomości, iż w/w w takim błędzie pozostaje, nie mógł go z niego też wyprowadzić. Z zebranego materiału nie wynika także, by inne osoby związane ze spółką Srebrna miały świadomość, że deweloper w takim mylnym przekonaniu pozostaje i że tylko dlatego uczestniczy w tym przedsięwzięciu. Brak również dowodów, że ktokolwiek chciał to błędne przekonanie pokrzywdzonego wykorzystać, by go doprowadzić do niekorzystnego rozporządzenia mieniem.

Brak też jakichkolwiek dowodów wskazujących, że Jarosław Kaczyński lub członkowie organów spółki Srebrna rozpoczynając współpracę z Geraldem Birgfellnerem wprowadzili go w błąd co do swojego faktycznego zamiaru odnośnie do realizacji przedmiotowej inwestycji. O takim wprowadzeniu w błąd mogłaby być mowa jedynie w przypadku, gdyby zlecając pokrzywdzonemu podjęcie działań w tym przedmiocie na własny koszt z góry zakładali, że do realizacji tej inwestycji nie dojdzie, a ponadto – gdyby zlecone działania miały przynieść komukolwiek korzyść majątkową. Ustalony stan faktyczny dowodzi tezy zupełnie odwrotnej – spółka Srebrna i Jarosław Kaczyński chcieli zrealizować tę inwestycję i przynajmniej początkowo mieli nadzieję, że uda się to właśnie przy udziale Geralda Birgfellnera. 

Nie ulega też wątpliwości, że Jarosław Kaczyński na początku popierał zamiar realizacji tej inwestycji. Świadczą o tym odpowiednie zgody wyrażone przez organy Fundacji "Instytut im. Lecha Kaczyńskiego" oraz uchwała walnego zgromadzenia wspólników spółki Srebrna, którą podpisał jako przedstawiciel jedynego wspólnika.

Jarosław Kaczyński w swoich zeznaniach wskazał, iż decyzja o wypowiedzeniu Geraldowi Birgfellnerowi pełnomocnictwa miała podłoże polityczne i wiązała się z jednej strony z nadchodzącymi wyborami i publicznymi wypowiedziami, które mogły zagrozić mu w ich wygraniu, z drugiej ze stanowiskiem władz Warszawy wskazującym wprost na brak woli udzielenia niezbędnych zgód na przedmiotową budowę. To wyraźnie wskazuje, że jego wola co do realizacji tej inwestycji zmieniła się z czasem. Ponadto z zebranego materiału dowodowego wynika, że powodem odstąpienia od współpracy z Geraldem Birgfellnerem było także niezadowolenie z efektów jego ponad rocznych działań – brak uzyskania warunków zabudowy. Do tego dołożył się brak klarowności co do wydatków Geralda Birgfellnera. Zespół tych wszystkich czynników złożył się na decyzję, że zarząd spółki ostatecznie wypowiedział pokrzywdzonemu pełnomocnictwa, przy czym – jak zeznał Jarosław Kaczyński – nie wywierał on w tym zakresie wpływu na członków zarządu, ale też uznał ich decyzję za słuszną.

Mając na uwadze tak ustalony proces decyzyjny Jarosława Kaczyńskiego i członków zarządu spółki Srebrna o rozpoczęciu a następnie o odstąpieniu od inwestycji nie może być mowy o wypełnieniu znamienia wprowadzenia pokrzywdzonego w błąd co do zamiaru realizacji przedmiotowej inwestycji z udziałem pokrzywdzonego. Fakt, że inwestor na późniejszym etapie z tej inwestycji się wycofał, nie zmienia oceny prawno-karnej, mamy bowiem wtedy nie do czynienia z wprowadzeniem kogoś w błąd co do zamiaru wywiązania się z umowy (choćby ustnej), ale irrelewantne z punktu widzenia odpowiedzialności karnej odstąpienie od niej, ewentualnie jej niewykonanie.

Podkreślić należy, iż sam fakt niewykonania umowy może stanowić przestępstwo jedynie wówczas, gdy sprawca od początku wyłudza mienie świadomie, tj. z góry z zamiarem braku realizacji swojej części umowy. Odstąpienie od umowy, a tym bardziej rezygnacja z jej zawarcia z powodu zmiany okoliczności, a nawet brak zapłaty – o ile nie był z góry zaplanowany – żadną miarą nie dają podstawy do uznania zaistniałego zdarzenia za oszustwo. Całe zdarzenie stanowiące przedmiot niniejszego postępowania powinno być więc rozstrzygane wyłącznie na kanwie cywilno-prawnej.

Ta ostatnia konkluzja jest aktualna także do kwestii roszczeń finansowych, które Gerald Birgfellner wysuwa wobec spółki Srebrna i Jarosława Kaczyńskiego. Także w tym zakresie nie można mówić o wprowadzeniu pokrzywdzonego w błąd co do zamiaru niewywiązania się wobec niego przez spółkę Srebrna z umówionego wynagrodzenia za usługi związane z przygotowaniem inwestycji budowlanej przy ul. Srebrnej 16.

Zgromadzony w sprawie materiał dowodowy, w tym zeznania świadków oraz zebrane dokumenty, nie potwierdzają, aby ustalono konkretne wynagrodzenie z tytułu zaangażowania Geralda Birgfellnera w przygotowanie projektu, a także zasady czy termin wypłaty. Ustalenia w tym przedmiocie były wstępne. 

Ostatecznie nie zawarto umowy, z której wynikałaby wysokość ustalonego dla Geralda Birgfellnera wynagrodzenia, co więcej nie zawarto umowy zlecenia szczegółowo określającej uprawnienia i obowiązki strony, w tym wynagrodzenie i termin jego zapłaty. Trudno więc mówić o wprowadzeniu w błąd co do braku zamiaru zapłaty wynagrodzenia, jeśli nie ustalono ostatecznie jego wysokości i warunków wypłaty. 

Pokrzywdzony wprawdzie zeznał, że takie nieformalne, bezumowne działania na tak wstępnym etapie inwestycji są typowe i że zawsze tak prowadził swoje projekty. Potwierdzili to także przedstawiciele podmiotów, z którymi podjął negocjacje. Jednakże podmioty takie jak Bank Pekao S.A., Strabag sp. z o.o., czy Gleeds Polska sp. z o.o. jednoznacznie oświadczyły, że nigdy nie wysunęły żadnych roszczeń finansowych związanych z pracami wykonanymi na takim etapie umowy, jeśli nie dochodziła ona potem do skutku. To jest ich koszt w zdobywaniu klienta – wstępne koszty pokrywane były jedynie w przypadku podpisania umowy ostatecznej, co przeciętnie ma miejsce w mniej niż 10% przypadków podjętych negocjacji, a i tak podmiotom tym się opłaca wkładanie pracy w inwestycje, do których nie dochodzi. Również za prace wykonane w ramach przygotowania przedmiotowej inwestycji, podmioty te nie wystawiły faktur i nie zgłosiły żadnych roszczeń. Także Gerald Birgfellner musiał wiedzieć, że tak właśnie działa rynek – że jeśli chce się zarobić na olbrzymiej inwestycji, to początkowo inwestuje się zasoby własne ryzykując, że nie tylko do takiego zarobku nie dojdzie, ale że się poniesie koszty związane z czynnościami początkowymi, w szczególności właśnie, jeśli nie podpisze się od razu umowy gwarantującej przynajmniej ich rekompensatę, jeśli nawet nie zarobek.

Jak wynika z zeznań Geralda Bigfellnera i treści dokonanych przez niego nagrań, Jarosław Kaczyński wielokrotnie deklarował swoje poparcie dla zapłaty wynagrodzenia i zwrotu kosztów, o ile ten przedstawi rozliczenie uzasadniające wypłatę. Mimo to pokrzywdzony nie przedstawił żadnego rozliczenia swoje pracy i dowodów potwierdzających zasadność wypłaty żądanego przez niego wynagrodzenia w wysokości 1 300 000 euro, z wyjątkiem faktury wystawionej przez kancelarię prawną, którą zarówno zarząd spółki Srebrna, jak i przewodniczący rady Fundacji uznali, z tym warunkiem, że zostanie refakturowana na spółkę Srebrna, co jednak ostatecznie nie zostało zrobione. Co więcej, z zebranego materiału dowodowego wynika, że strony w najmniejszym stopniu nie umówiły się, nawet ustnie, w zakresie zaliczenia określonych kosztów jako kosztów własnych pokrzywdzonego wchodzących w skład kosztów projektu i podlegających zwrotowi. Nie było w tym zakresie żadnych ustaleń, w tym odnośnie tego, w jaki sposób koszty te zostaną rozliczone, na podstawie, jakich dokumentów, ani do jakiej wysokości. Sam fakt, że – jak zeznał pokrzywdzony – uznawał on, że gdy jest wzywany na spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim, to naturalne jest, że będą mu zwrócone wydatki związane z podróżą i noclegiem – nie dowodzi istnienia umowy, nawet ustnej, między nim a Jarosławem Kaczyńskim czy spółką Srebrna. Także w tym zakresie mamy do czynienia z subiektywnym błędnym nastawieniem pokrzywdzonego, o którym druga strona nawet nie wiedziała.

Nie sposób zgodzić się z Geraldem Birgfellnerem, że udzielone mu przez spółkę Srebrna pełnomocnictwo z 6 czerwca 2017 r. niejako zastępuje umowę zlecenia, bowiem z jego treści nie można wywnioskować, jakie czynności był zobowiązany podjąć deweloper, ani tym bardziej że miał to czynić odpłatnie. Pełnomocnictwo jest jednostronnym oświadczeniem woli mocodawcy, na mocy którego osoba umocowana staje się upoważniona do działania w imieniu mocodawcy. Natomiast umowa zlecenia w odróżnieniu do pełnomocnictwa jest zgodnym porozumieniem dwóch stron ustalającym ich wzajemne prawa i obowiązki. Tak więc działania Geralda Birgfellnera można oceniać wyłącznie jako działanie bez zlecenia, co znowu pozwala mu na żądanie zwrotu nakładów na ścieżce cywilno-prawnej, ale nie generuje odpowiedzialności karnej osób, które za takie czynności nie chcą zapłacić właśnie z powodu braku formalnej umowy określającej wysokość wynagrodzenia.

Podkreślić należy, że pokrzywdzony sam zeznał, że dokumenty wystawione przez niego na spółkę Srebrna były fakturami pro forma i zostały sporządzone wyłącznie celem akceptacji lub negocjacji wynikających z nich kwot. Wobec powyższego ich realne znaczenie sprowadzało się do propozycji negocjacyjnych, co tym bardziej dowodzi, że między stronami nie było zgody, a więc i umowy, nawet ustnej, w tym zakresie.

Istotnym jest, że po wypowiedzeniu Geraldowi Birgfellnerowi pełnomocnictwa, ani spółka Srebrna, ani sam Jarosław Kaczyński nie unikali kontaktu z austriackim deweloperem, a wręcz przeciwnie Jarosław Kaczyński aktywnie usiłował złagodzić zaistniałą sytuację. Jak bowiem wynika z poczynionych ustaleń, w tym z przedłożonych do akt nagrań, jeszcze do końca grudnia 2018 r. prowadzone były rozmowy z udziałem prawników, których przedmiotem była kwestia rozliczenia prac wykonanych przez Geralda Birgfellnera oraz poszukiwanie odpowiedniego rozwiązania sytuacji wobec braku niezbędnych do rozliczenia dokumentów. Rozważano i omawiano różne możliwości, w tym dla uniknięcia zarzutu wyprowadzania pieniędzy ze spółki Srebrna, skierowanie sprawy do sądu. To potwierdzało pełną gotowość współpracy ze strony spółki Srebrna zapłaty za zrealizowane przez Geralda Birgfellnera w ramach projektu prace, o ile zostaną one wiarygodnie rozliczone.

Sam fakt, iż po stronie spółki Srebrna może istnieć zobowiązanie wynikające z wykonanych faktycznie przez Geralda Birgfellnera prac mających na celu przygotowanie inwestycji, nie świadczy o zaistnieniu już w momencie prowadzonych rozmów przestępstwa wyłudzenia. Nie ulega wątpliwości, że przedmiotowa sprawa ma charakter typowo cywilnoprawny i dotyczy rozstrzygnięcia w przedmiocie należnego pokrzywdzonemu wynagrodzenia oraz zwrotu kosztów za faktycznie wykonane prace w ramach przygotowania projektu, czy to po ustaleniu istnienia umowy ustnej czy w ramach rozliczeń podejmowania czynności bez zlecenia. Z tego powodu spór pomiędzy stronami powinien być rozstrzygany na drodze postępowania cywilnego, a nie karnego. Nie można pominąć, że kwestia badania umów ustnych, sposobu wywiązania się przez kontrahentów z postanowień umownych i przyjętych na siebie zobowiązań, jak również poprawności (skuteczności) rozwiązywania powstających na tym tle sporów, a tym bardziej relacji stosunków bezumownych, daleko wykracza poza zakres zainteresowań procesu karnego. Prawo karne nie może być wykorzystywane jako ustawiczny przedmiot nacisku na zaspokajanie typowych roszczeń cywilnych.

Wskazać również wyraźnie należy, że oprócz znamienia "wprowadzenia w błąd", brak także wypełnienia znamienia podjęcia przez Jarosława Kaczyńskiego czy osoby reprezentujące spółkę Srebrna działań polegających na "doprowadzeniu pokrzywdzonego do niekorzystnego rozporządzenia mieniem".

Co prawda śledztwo jednoznacznie wykazało, że Gerald Birgfellner faktycznie podjął szereg działań celem realizacji przedmiotowej inwestycji. Nie ulega też wątpliwości, że pokrzywdzony poniósł w związku z tym koszty własne i na rzecz innych podmiotów. Samo to jednak nie świadczy, że został przez kogokolwiek doprowadzony do niekorzystnego rozporządzenia mieniem.

Jak zeznał Jarosław Kaczyński, Gerald Birgfellner sam podjął się działań w ramach przygotowania przedmiotowej inwestycji i sam wyznaczał sobie poszczególne czynności, nikt mu nie narzucał, co ma robić, z jakimi podmiotami i za jakie pieniądze. Z nikim też tego nie konsultował, a jedynie ewentualnie – zdawał z tego następczo raport. Deweloper otrzymał jedynie "ogólne" wskazówki dotyczące tego, czego spółka Srebrna oczekuje od niego względem tego projektu, jednakże ostatecznie to on zdecydował o tym, w jakim kierunku poprowadzić projekt. Potwierdził to zresztą pokrzywdzony, który wskazał, że sam prowadził wstępne rozmowy z potencjalnymi kontrahentami, negocjacje, żadnych szczegółów w tym zakresie nie ustalał z Jarosławem Kaczyńskim. Przede wszystkim jednak na żadnym etapie rozmów nie otrzymał polecenia, ani nawet sugestii, inwestowania własnych środków w ten projekt.

Tym samym nie można mówić, że ktokolwiek doprowadził Geralda Birgfellnera do ponoszenia wydatków na rzecz przedmiotowej inwestycji. Samodzielnie podejmował on takie decyzje na każdym etapie wdrażanych przez siebie działań. Samo udzielenie mu pełnomocnictwa przez spółkę Srebrna nie oznaczało ani, że ktokolwiek oczekuje od niego, ani tym bardziej że wymaga, ponoszenia nakładów własnych, czy generowania kosztów. 

Co więcej, ani Jarosław Kaczyński, ani przedstawiciele zarządu spółki Srebrna, nie będąc specjalistami w dziedzinie inwestycji budowlanych, nie mogli przewidzieć, czy te działania wstępne w ogóle będą się wiązać z jakimikolwiek kosztami, a jeśli tak – to nie byli w stanie przewidzieć ich wysokości. Trudno też od nich oczekiwać, że w braku podpisania umowy z Geraldem Birgfellnerem, w ogóle spodziewali się, że bez żadnego dokumentu on sam z siebie takie koszty poniesie, a szczególnie że będą one takiej wysokości, jaka wynika z zawiadomienia czy z wezwania do zawarcia ugody przed sądem. Trudno się zresztą temu dziwić, mając na uwadze choćby wysokość przedłożonych do akt sprawy rachunków za hotele. W racjonalnych warunkach gospodarczych żaden podmiot nie pozwoliłby sobie na zapłatę – bez wyrażenia uprzedniej zgody na koszty takiej wysokości – za tak wysokie rachunki hotelowe, w dodatku z korzystaniem z minibaru, w szczególności jeśli istnieją alternatywne możliwości uzyskania takiej samej usługi za niższe pieniądze. To samo zresztą dotyczy przelotów, bowiem pokrzywdzony korzystał z najdroższych przelotów na linii Warszawa-Wiedeń oraz z hoteli najwyższej klasy. Nie świadczy to o jego ekonomicznym podejściu do przedmiotowej inwestycji, pokrywa się natomiast z zeznaniami Jarosława Kaczyńskiego, który stwierdził, że pokrzywdzony chciał na koszt tej inwestycji prowadzić życie na wysokim poziomie i utrzymywać się z niej. Takie nastawienie nie mogło być przez Jarosława Kaczyńskiego ani organy spółki Srebrna z góry przewidziane, a także trudno oczekiwać, żeby ex post wyrazili oni na nie zgodę.

W świetle całości zebranego materiału dowodowego nie ulega wątpliwości, że Gerald Birgfellner o przedmiotowych wydatkach decydował sam, z nikim ich nie ustalając, a nawet nie uprzedzając o konieczności ich poniesienia (pomijając już nawet w tym momencie ocenę, czy faktycznie były one niezbędne). Jeśli wydatki te nie były ustalone z Jarosławem Kaczyńskim ani z zarządem spółki Srebrna, a co więcej – nie były objęte przez nich świadomością – nie można mówić, że podjęli oni działania prowadzące do rozporządzenia mieniem przez pokrzywdzonego.

W przedmiotowej sprawie brak również znamienia działania "w celu osiągnięcia korzyści majątkowej". Pomijając nawet fakt, że czynności przedsięwzięte przez Geralda Birgfellnera nie doprowadziły nikogo do osiągnięcia korzyści majątkowej, podkreślić należy, że dla zaistnienia przestępstwa oszustwa niezbędne jest, by do owej korzyści mogło doprowadzić niekorzystne rozporządzenie mieniem przez pokrzywdzonego, co w tym wypadku w ogóle nie miało miejsca.

Oczywiste jest, że spółka Srebrna udzieliła pokrzywdzonemu pełnomocnictwa oraz podjęła z nim współpracę w celu ostatecznego osiągnięcia dla siebie korzyści majątkowej – realizacji projektu inwestycyjnego na nieruchomości przy ul. Srebrnej 16, który miał jej, a pośrednio i Fundacji "Instytut im. Lecha Kaczyńskiego", przynosić zyski. Jednakże sam ten fakt nie pozwala na stwierdzenie, że zostało wypełnione niniejsze znamię oszustwa. Pokrzywdzony domaga się kwoty 1.300.000 euro tytułem swojego wynagrodzenia oraz zwrotu kosztów własnych, a więc rozporządzenia mieniem w postaci wydatków oraz utraconych dochodów, które z założenia w przedmiotowym stanie faktycznym nie mogły prowadzić do wzbogacenia się, czyli do osiągnięcia korzyści majątkowej czy to przez spółkę Srebrna, czy to Fundację "Instytut im. Lecha Kaczyńskiego", a tym bardziej przez Jarosława Kaczyńskiego czy też inną osobę fizyczną. 

Brak wypłaty wynagrodzenia i zwrotu kosztów zleceniobiorcy mógłby prowadzić do korzyści majątkowej zleceniodawcy jedynie w sytuacji gdyby doszło do realizacji zlecenia, za które zleceniodawca by nie zapłacił (i z góry miał zamiar nie zapłacić). Natomiast w przypadku, gdy czyn miał polegać na "zaniechaniu inwestycji" czy wręcz na założeniu z góry, że do jej realizacji nie dojdzie, to od razu wiadomo, że koszty zleceniobiorcy nie przyczynią się do powstania korzyści majątkowej po stronie zleceniodawcy, a jedynie do powstania straty po stronie zleceniobiorcy. 
Tym samym, nawet jeśliby zostało udowodnione – co oczywiście nie ma w przedmiotowej sprawie miejsca – że Jarosław Kaczyński lub osoby reprezentujące spółkę Srebrna wprowadziły w błąd pokrzywdzonego co do zamiaru realizacji przedmiotowej inwestycji i zapłaty mu za nią, działając z góry powziętym zamiarem, że projektu nie zrealizują i mu za jego czynności nie zapłacą, to i tak nie można by było mówić o wypełnieniu znamion oszustwa, gdyż w takim przypadku działanie sprawców nakierowane byłoby nie na cel osiągnięcia korzyści majątkowej, ale na spowodowanie szkody w majątku pokrzywdzonego.

Tym samym nie doszło do wypełnienia żadnego znamienia przestępstwa określonego w art. 286 § 1 k.k., a całe zdarzenie ma wyłącznie charakter sporu cywilnego.

W zakresie łapownictwa gospodarczego i wręczenia tzw. koperty dla księdza, za pośrednictwem Jarosława Kaczyńskiego, decyzja o umorzeniu śledztwa zapadła w oparciu o inne dowody i inną argumentację. 

Podmiotem przestępstwa z art. 296a § 1 k.k. może być tylko osoba pełniąca funkcję kierowniczą w jednostce organizacyjnej wykonującej działalność gospodarczą, która żąda lub przyjmuje korzyść majątkową lub osobistą albo jej obietnicę w zamian za nadużycie udzielonych jej uprawnień lub niedopełnienie ciążącego na niej obowiązku, mogące wyrządzić tej jednostce szkodę majątkową albo stanowiące czyn nieuczciwej konkurencji lub niedopuszczalną czynność preferencyjną na rzecz nabywcy lub odbiorcy towaru, usługi lub świadczenia. Jest to więc przestępstwo indywidualne. Warunkiem koniecznym do rozpatrywania przestępstwa łapownictwa gospodarczego określonego w art. 296a § 1 k.k. jest, aby jej podmiot (niezależnie od formy) prowadził działalność gospodarczą a sprawcą tego czynu musi być osoba pełniąca funkcję kierowniczą w jednostce organizacyjnej wykonującej działalność gospodarczą, pozostająca z tą jednostką w stosunku pracy, umowy zlecenia albo umowy o dzieło. Ponadto czynu swojego ma się dopuścić w zamian za zachowanie polegające na nadużyciu uprawnień lub niedopełnieniu ciążącego obowiązku mogące wyrządzić jednostce organizacyjnej szkodę majątkową lub stanowiące czyn nieuczciwej konkurencji lub niedopuszczalną czynność preferencyjną.

Przenosząc powyższe rozważania prawne na grunt niniejszej sprawy podkreślić należy, iż Fundacja "Instytut im. Lecha Kaczyńskiego" nie prowadzi działalności gospodarczej, co skutkuje niewypełnieniem znamion przestępstwa z art. 296a k.k. 

Co więcej, ksiądz – który jakoby miał przyjąć od Gerarda Birgfellnera łapówkę w wysokości 50.000 zł, czego zresztą też nie udowodniono – był tylko członkiem Rady Fundacji, a nie pełnił w niej roli kierowniczej. Nie mógł on więc być sprawcą czynu z art. 296a § 1 k.k.

Co więcej, przedmiotowe pieniądze miały być mu dane za podpisanie uchwały, co było zgodne z jego uprawnieniami, co również prowadzi do zdekompletowania znamion czynu z art. 296a k.k., który wymaga, by łapówka była za nadużycie uprawnień.

Dodatkowo, nie sposób uznać, aby podjęcie przedmiotowej uchwały przez radę Fundacji, mając na uwadze fakt, że jej przedmiotem było wyrażenie zgody na przystąpienie przez zarząd Fundacji do czynności związanych z realizacją przedsięwzięcia deweloperskiego przez spółkę Srebrna na nieruchomości przy ul. Srebrnej 16 w Warszawie mogło wyrządzić Fundacji choćby najmniejszą szkodę majątkową. Wyrażenie tej zgody nie obciążało finansowo Fundacji, nawet w przypadku niepowodzenia inwestycji, gdyż przedmiotowa nieruchomość była własnością innego podmiotu prawnego, tj. spółki Srebrna, a realizacja inwestycji i związane z tym obciążenia finansowe miały spoczywać jeszcze na innej spółce celowej. Tym bardziej wyrażenie tej zgody nie stanowiło czynu nieuczciwej konkurencji ani niedopuszczalnej czynności preferencyjnej na rzecz nabywcy lub odbiorcy towaru, usługi lub świadczenia. Wobec nie spełnienia jakichkolwiek warunków popełnienia przestępstwa z art. 296a k.k. śledztwo prowadzone w powyższym zakresie zostało umorzone. 

Postanowienie o umorzeniu śledztwa jest nieprawomocne, stronom i ich pełnomocnikom przysługuje prawo złożenia zażalenia do Sądu. Do stron przesłano odpisy postanowień. 

Prokurator Piotr Antoni Skiba 
Rzecznik Prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie

{"register":{"columns":[]}}