Powrót

Józef Markiel (zm. 2017)

Portret starszego, siwego mężczyzny w garniturze, trzymającego obój i opierającego głowę na dłoni, z zadumanym lub smutnym wyrazem twarzy. Po prawej stronie, na czarnym tle, znajduje się biały tekst z cytatem o pożegnaniach, słowach i wspomnieniach.

treść odczytana z dokumentu: RZECZPOSPOLITA POLSKA Wiceprezes Rady Ministrów Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Z ogromnym żalem przyjąłem wiadomość o śmierci Pana Józefa Markiela, wspaniałego muzyka i wybitnego pedagoga. Żegnamy dzisiaj artystę, który na zawsze wpisał się w dzieje polskiej kultury muzycznej. Był znakomitym oboistą, wieloletnim muzykiem Filharmonii Śląskiej im. Henryka Mikołaja Góreckiego oraz Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, cenionym jurorem konkursów krajowych i międzynarodowych. Oprócz licznych codziennych koncertów Józef Markiel dokonał także wielu nagrań płytowych. Osobny rozdział w życiu Artysty stanowiła praca pedagogiczna. Józef Markiel wychował wiele pokoleń znakomitych muzyków. Nie wystarczy jednak powiedzieć, że był pedagogiem – był Mistrzem otoczonym licznym gronem oddanych uczniów i przyjaciół. Praca z młodymi artystami zawsze dawała Mu wiele osobistej satysfakcji. Kochał młodzież, otaczał ją życzliwością i zrozumieniem, zawsze służył pomocą. Jego kompetencje, olbrzymia wiedza, wyjątkowe poszanowanie idei polskiego szkolnictwa artystycznego sprawiały, że otrzymywał liczne zaproszenia do jury konkursów i przesłuchań w całej Polsce. Nigdy nie odmawiał. Zawsze sumienny, dokładny, bezinteresowny, bez reszty angażował się w zadania na rzecz młodych muzyków. Trudno pogodzić się z odejściem wielkiego Artysty, znakomitego Pedagoga, wspaniałego i szlachetnego Człowieka. Pragnę przekazać Rodzinie i Bliskim Zmarłego wyrazy głębokiego współczucia. Pamięć o Józefie Markielu pozostanie na zawsze wśród nas. Łączę wyrazy szacunku [podpis: J. Sellin] Warszawa, 7 lutego 2017 r.

Oto dokładna treść odczytana z dokumentu: Do Wielce Szanownej Rodziny, Państwa Markielów w Hecznarowicach Zacna Rodzino Józefa, naszego nieodżałowanego Kolegi, Profesora, wspaniałego Człowieka – to strata ogromna, to wielki żal, iż musimy żegnać Go dzisiaj; czujemy Wasz ból w swych sercach – i dołączamy naszą własną żałobę... Byliśmy razem przez wiele lat, współtworzyliśmy Rodzinę Karłowiczowską, nie tylko ofiarnie pracując razem na korzyść Szkoły i kreując jej poziom – ale też budując mocną wspólnotę, ducha przyjaźni, zawsze w pełni porozumienia i wielkiej życzliwości. Taki właśnie styl pracy i życia wnosił do naszej gromady Józio: zawsze dyspozycyjny, nie żałujący swym wychowankom czasu i sił, pokonujący na co dzień duże odległości i wracający po nocy do Domu w Hecznarowicach z drugiego Domu - Szkoły katowickiej. Bo były to właśnie Jego dwa Domy, traktowane tak z potrzeby serca i nieustającego ducha obowiązku. Talent muzyczny i pedagogiczny, ale i poczucie odpowiedzialności tworzyło w Nim to coś, co tak nas wszystkich wokół również zobowiązywało, choć trudno było Mu dorównać w poświęceniu; był prawdziwym Misjonarzem Muzyki, a to cecha osobowości nieosiągalna samą naszą wolą, podobnie jak fluidy dobra, którymi szafował... Widzimy Go w aurze pogodnej, bo tak często, chyba zawsze, witał nas wszystkich uśmiechem; widzimy Go, jak z pasją pracuje z uczniem nad utworem – bo pracy owej nie żałował, a prowadziła ona do istotnych sukcesów Jego klasy i Szkoły na forach polskich i międzynarodowych; widzimy Go wreszcie jako opiekuna polegliwego i sprawiedliwego w sytuacjach wychowawczo trudnych, bo i w takich, wymagających dodatkowego czasu i zaangażowania, zawsze gotów był uczestniczyć. Miał nieograniczone zaufanie ze strony zarówno swych Uczniów jak Koleżeństwa - i nigdy tej ufności nie zawiódł. Był dla nas wzorem życia, uosobieniem wymagającej łagodności i naturalnej, nie upozowanej kultury bycia. Takim BYŁ – i takim JEST, bo stworzył sobą dla nas ów wyrazisty wzorzec. Trudny do naśladowania, bo jakże indywidualny, za to ulokowany w naszej pamięci tak mocno, jakby stale przy nas czuwał: nad swymi Wychowankami, nad dobrym klimatem w Szkole, nad obojową młodzieżą wielu innych ośrodków... Pozostaje z nami! Droga Rodzino: my, Karłowiczanie, również czujemy się Jego Rodziną, pragniemy tego pokrewieństwa, i obyśmy na nie zasługiwali. Panie Józefie, także i ja żegnam się z Panem jak potrafię najserdeczniej. Kiedyś, dawno temu, żartobliwie wspomniał Pan, iż życzyłby sobie mojego słowa pożegnania na swym pochówku... Dziś mogę to uczynić tylko w takiej formie, z oddali, duchowo jednak bardzo blisko. Pan to przyjmie w swej wyrozumiałości i z tym pamiętnym, znajomym mi, delikatnym uśmiechem: Pan ma duszę poety. Bożena Gieburowska-Gabryś. Katowice, w lutym 2017 roku.

Po lewej stronie znajduje się pionowe zdjęcie starszego mężczyzny. Ma białe, gęste włosy, niebieskie oczy i zadumany, lekko smutny wyraz twarzy. Jest ubrany w ciemny garnitur, białą koszulę i krawat. W lewej ręce trzyma pionowo instrument muzyczny – obój. Prawą rękę ma uniesioną, opierając skroń na dłoni, z widocznym zegarkiem na nadgarstku. Po prawej stronie, obok zdjęcia, na czarnym tle znajduje się biały, ozdobny napis w języku polskim, napisany italiką: „Są pożegnania, na które nigdy nie będziemy gotowi... Są słowa, które zawsze wywoływać będą morza łez... I są takie osoby na myśl o których zawsze zasypie nas lawina wspomnień...”. Napis ten pełni funkcję głównego, emocjonalnego przekazu obrazu, powiązanego z nastrojem osoby przedstawionej na zdjęciu. Całość jest otoczona cienką, białą ramką.

{"register":{"columns":[]}}