W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z naszej witryny oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu. W każdym momencie można dokonać zmiany ustawień Państwa przeglądarki. Zobacz politykę cookies.
Powrót

Niebezpieczne polskie drogi

01.04.2021

Na zdjęciu strażak przed autobusem

Przełom marca i kwietnia zaznaczył się na Dolnym Śląsku nie tylko dalszą wzmożoną walką z pandemią, w której strażacy aktywnie biorą udział i nie tylko np. gaszeniem pożarów traw, co także jest plagą. Na te i inne zdarzenia nakładają się bowiem wypadki drogowe, w tym szczególnie tragiczne, bo ze skutkiem śmiertelnym.


Ostatniej nocy, a więc w pierwszą godzinę kwietnia o godz. 0.29 służba dyżurna Stanowiska Kierowania KP PSP w Lwówku Śląskim odebrała informację o wypadku drogowym w miejscowości Wieża pow. lwówecki. Raptem osiem minut potrzebowali strażacy, aby dojechać do miejsca zdarzenia. Niestety, mimo błyskawicznej reakcji, akcja ratownicza nie mogła już nikogo uratować.


Jak wykazało przeprowadzone rozpoznanie, samochód osobowy uderzył w przydrożne drzewo. Z rozbitego auta wypadł kierowca, który leżał obok pojazdu. Podczas kontroli parametrów życiowych strażacy stwierdzili brak oddechu i wyczuwalnego tętna. Przystąpiono do masażu serca, wdrożono tlenoterapię oraz udrożniono drogi oddechowe poszkodowanego. Działania ratownicze strażaków były kontynuowane do chwili przybycia ZRM. Krótko potem lekarz stwierdził zgon kierowcy.


O ile w tym przypadku przyczyną zdarzenia była najprawdopodobniej nadmierna szybkość i niedostosowanie jej do warunków panujących na drodze, to zgoła inaczej ma się sprawa w innym zdarzeniu drogowym, do którego doszło w Jeleniej Górze. Był późny wieczór ostatniego dnia marca. O godz.22.53. służba dyżurna Stanowiska Kierowania KM PSP w Jeleniej Górze otrzymała informację o wypadku drogowym z udziałem autobusu miejskiego.


Jak się okazało autobus przewożący pasażerów niespodziewanie przejechał przez wysepkę ronda, przeciął chodnik i barierki zabezpieczające, przejechał około 80 metrów przez pobliski parking i staranował zaparkowane tam auto osobowe. Następnie wjechał jeszcze na murek koło sklepu i przewrócił latarnię. Dopiero wtedy pojazd, który zawisł na murku – znieruchomiał.


W tym zdarzeniu, które niosło z sobą ogromne zagrożenie nikt na szczęście nie odniósł żadnych obrażeń. Sześcioro pasażerów autobusu samodzielnie opuściło pojazd i zapewniło strażaków, że poza stresem, absolutnie nic im nie jest. W staranowanym przez autobus i całkowicie zniszczonym samochodzie osobowym także nikogo nie było. Szczęśliwie na trasie autobusu, który wszystko taranował, na chodniku, przed sklepem itd. także szczęśliwie nie było żadnych przechodniów.


Czyli można powiedzieć, że właściwie nic takiego się nie stało? Oczywiście nie, bo jednak z jakichś powodów kierowca stracił panowanie nad pojazdem, wskutek czego doszło do zniszczeń oraz potencjalnego ogromnego zagrożenia dla ludzi. Póki co, kierowca autobusu, który także nie odniósł żadnych obrażeń oświadczył ratownikom, że niczego nie pamięta i w ogóle nie wie co się stało. Ze względu na stan zdrowia i konieczność przeprowadzenia szczegółowych badań, ZRM odwiózł go do szpitala.


Lech Lewandowski. Fot. Piotr Dubiel

.