Powrót

Retencja miejska, czyli jak zatrzymać wodę w mieście

16.07.2026

Coraz częstsze susze, gwałtowne ulewy i lokalne podtopienia zmuszają miasta do poszukiwania nowych sposobów gospodarowania wodą. Jednym z najbardziej obiecujących rozwiązań są działania oparte na przyrodzie, które nie tylko pomagają zatrzymywać deszczówkę, ale także poprawiają jakość życia mieszkańców. Zielona retencja może jednocześnie magazynować i oczyszczać wodę, wspierać bioróżnorodność, stwarzać warunki dla owadów zapylających oraz obniżać temperaturę otoczenia podczas upałów. Dzięki takiej wielofunkcyjności jeden element miejskiej zieleni pozwala odpowiadać na kilka wyzwań związanych ze zmianami klimatu jednocześnie.

powody do rozmowy - odc. 17 infografika

W siedemnastym odcinku podcastu „PoWody do rozmowy – prostym językiem o gospodarce wodnej”, głos w tej sprawie zabrali Ryszard Gajewski, prezes Zarządu Gdańskich Wód i Agnieszka Kowalkiewicz, rzeczniczka prasowa Gdańskich Wód, kierowniczka Działu Adaptacji do Zmian Klimatu. 

Posłuchaj na Spotify:        

Powody do rozmowy – Odcinek 17 

 

Dlaczego przyszłość miast zależy od zatrzymywania deszczu? 

W 2025 roku w jednej z gdańskich dzielnic w ciągu zaledwie siedmiu minut spadło tyle deszczu, ile zwykle notuje się przez cały miesiąc. Kilka lat wcześniej jeden z miejskich zbiorników retencyjnych o pojemności około 15 tysięcy metrów sześciennych wypełnił się w niespełna dziewięć minut. Takie zjawiska jeszcze niedawno uchodziły za wyjątkowe. Dziś stają się coraz częstszym elementem rzeczywistości. 

Jednocześnie po kilku tygodniach od takich ulew miasta zaczynają zmagać się z problemem odwrotnym – brakiem wody. Wysychają trawniki, drzewa wchodzą w stres wodny, a rozgrzane betonowe powierzchnie potęgują skutki upałów. Współczesne miasta coraz częściej stają więc przed pozornie paradoksalnym wyzwaniem: jak radzić sobie jednocześnie z nadmiarem i niedoborem wody? Odpowiedzią jest retencja miejska – sztuka zatrzymywania deszczu tam, gdzie spadł. 

 

Model, który przestał wystarczać 

Tradycyjne podejście do gospodarowania wodami opadowymi opierało się na rozbudowie kanalizacji deszczowej i sprawnym odprowadzaniu wody do odbiorników – rzek, potoków czy zbiorników wodnych. Przez wiele lat rozwiązanie to działało skutecznie. Problem polega na tym, że współczesne opady coraz częściej przekraczają parametry, dla których projektowano miejską infrastrukturę. 

Krótkotrwałe, bardzo intensywne ulewy powodują przeciążenie systemów odwodnieniowych. Pojawiają się lokalne podtopienia, utrudnienia komunikacyjne i straty materialne. Jednocześnie ogromne ilości wody opuszczają miasto niemal natychmiast po opadzie. W efekcie kilka tygodni później tej samej wody zaczyna brakować. Coraz wyraźniej widać więc, że nie wystarczy już rozbudowa infrastruktury. Potrzebna jest zmiana sposobu myślenia o wodzie. 

 

Od miasta betonowego do miasta gąbki 

Przełom następuje wtedy, gdy deszczówka przestaje być traktowana jak odpad, a zaczyna być postrzegana jako zasób. W przyrodzie większość deszczu wsiąka w ziemię, zasila wody gruntowe, odżywia rośliny i stopniowo wraca do atmosfery. Miasto gąbka próbuje odzyskać tę zdolność za pomocą wielu niewielkich, rozproszonych rozwiązań. 

Tworzą je między innymi: 

  • ogrody deszczowe, 

  • niecki retencyjne, 

  • muldy chłonne, 

  • zielone dachy, 

  • zielone ściany, 

  • nawierzchnie przepuszczalne, 

  • tereny zielone zachowujące naturalną zdolność do magazynowania wody. 

Każdy z tych elementów działa lokalnie. Razem tworzą system zdolny zmieniać funkcjonowanie całego miasta. 

W 2019 roku w Gdańsku zdecydowano o zmianie polityki gospodarowania wodami opadowymi. Zamiast koncentrować się wyłącznie na odprowadzaniu wody, miasto zaczęło rozwijać rozwiązania pozwalające ją zatrzymywać, wykorzystywać i pozostawiać możliwie blisko miejsca opadu.  

Gdańskie Wody to miejska spółka odpowiedzialna za zarządzanie systemem gospodarowania wodami opadowymi i odwodnienia na terenie Gdańska. Administruje m.in. siecią zbiorników retencyjnych, dba o bezpieczeństwo przeciwpowodziowe mieszkańców oraz wspiera adaptację miasta do zmian klimatu. Jest także jednym z krajowych liderów we wdrażaniu rozwiązań opartych na naturze, które zwiększają odporność miast na skutki ekstremalnych zjawisk pogodowych.

Najważniejsza była jednak nie pojedyncza inwestycja, lecz zmiana filozofii projektowania miasta. Nowe rozwiązania nie miały powstawać jako osobne projekty realizowane od czasu do czasu. Miały stać się integralnym elementem nowych inwestycji – osiedli mieszkaniowych, ulic, parkingów i przestrzeni publicznych. To właśnie ta systemowość wyróżnia współczesne podejście do gospodarowania wodą opadową. 

 

Dlaczego warto zatrzymywać wodę? 

Korzyści z retencji wykraczają daleko poza ograniczanie skutków ulew. Szczególnie ważne jest zasilanie wód gruntowych. Gdy deszczówka trafia bezpośrednio do kanalizacji, zostaje szybko wyprowadzona z miejsca opadu i nie uczestniczy w naturalnym obiegu wody. 

Tymczasem woda, która wsiąka do gruntu, stopniowo zasila podziemne zasoby wodne. To właśnie one stanowią jeden z fundamentów bezpieczeństwa wodnego zarówno dla przyrody, jak i dla człowieka. Wody gruntowe odżywiają roślinność, wspomagają funkcjonowanie ekosystemów i są ważnym elementem zasobów wykorzystywanych przez społeczeństwo. Każda kropla zatrzymana w krajobrazie pracuje więc znacznie dłużej niż ta, która natychmiast trafia do kanalizacji. 

 

Ogród deszczowy – znacznie więcej niż rabata 

Najbardziej charakterystycznym symbolem zielonej retencji jest ogród deszczowy. Na pierwszy rzut oka wygląda jak zwykły fragment zieleni, jednak w rzeczywistości jest starannie zaprojektowanym elementem infrastruktury wodnej. 

Najczęściej ma formę zagłębienia terenu obsadzonego odpowiednio dobraną roślinnością. Trafia do niego woda spływająca z dachów, ulic, chodników czy parkingów. Podczas opadu ogród przechwytuje wodę, magazynuje ją, a następnie pozwala jej stopniowo wsiąkać do gruntu lub wracać do atmosfery. To właśnie sposób zasilania odróżnia ogród deszczowy od zwykłej rabaty. Nie jest on nawadniany wyłącznie deszczem spadającym bezpośrednio z nieba. Gromadzi również wodę spływającą z większej powierzchni. Istnieją także jeszcze prostsze rozwiązania – niecki retencyjne, czyli odpowiednio ukształtowane zagłębienia terenu. Mogą wyglądać niepozornie, ale skutecznie przechwytują wodę podczas intensywnych opadów i odciążają kanalizację.  

 

Deszczówka niesie więcej niż wodę 

Woda spływająca z ulic, parkingów czy dachów nie jest wodą czystą. Trafiają do niej pyły, drobiny gumy ze ścierających się opon, związki azotu, metale ciężkie oraz coraz częściej mikroplastik. Dlatego współczesna retencja nie ogranicza się wyłącznie do magazynowania deszczówki. Coraz więcej uwagi poświęca się jej oczyszczaniu. 

W ostatnich latach prowadzone były badania nad wykorzystaniem zielonej retencji do usuwania zanieczyszczeń z wód opadowych. Wyniki pokazały, że odpowiednio dobrane podłoże filtracyjne oraz roślinność – między innymi trzcina – potrafią skutecznie zatrzymywać część szkodliwych substancji. W niektórych przypadkach odnotowano niemal całkowitą redukcję wybranych rodzajów tworzyw sztucznych oraz znaczące ograniczenie ilości związków azotu. To pokazuje, że rozwiązania oparte na przyrodzie mogą pełnić funkcję nie tylko magazynu wody, ale również naturalnego systemu jej oczyszczania, zanim trafi ona do gruntu, rzek czy zbiorników wodnych. 

 

Naturalna klimatyzacja miasta 

Korzyści nie kończą się na magazynowaniu i oczyszczaniu wody. Dzięki procesowi ewapotranspiracji – czyli oddawaniu wody do atmosfery przez rośliny i powierzchnię gleby – otoczenie ulega naturalnemu schłodzeniu. Jest to ten sam mechanizm, dzięki któremu lasy, mokradła czy miejskie parki pozostają chłodniejsze od otaczających je powierzchni betonowych. 

W czasie upałów takie miejsca działają jak lokalne klimatyzatory. Pomiary termowizyjne pokazują, że różnice temperatur pomiędzy powierzchniami zielonymi a betonowymi mogą być bardzo wyraźne. Ma to ogromne znaczenie w miastach, gdzie coraz częściej występuje zjawisko miejskiej wyspy ciepła. Woda zatrzymana w zieleni nie tylko chroni przed podtopieniami. Pomaga również mieszkańcom lepiej znosić coraz częstsze fale upałów. 

 

Od eksperymentu do wzoru dla innych miast 

Jednym z najciekawszych elementów tej historii jest fakt, że wszystko zaczęło się od eksperymentu. Pierwszy demonstracyjny ogród deszczowy w Gdańsku powstał przy magazynie przeciwpowodziowym. Chodziło o sprawdzenie czy rozwiązania znane z zagranicznych publikacji rzeczywiście zadziałają w polskich warunkach. Wykorzystano dostępne materiały, proste rozwiązania techniczne i rośliny pozyskane z sąsiedniego terenu.  

Efekt okazał się na tyle dobry, że niewielki ogród zaczął przypominać mały miejski las. Na jego podstawie opracowano pierwsze poradniki, wytyczne projektowe i rozwiązania demonstracyjne. Testowano sposoby doprowadzania wody, przelewy awaryjne, różne kompozycje roślinne i metody oczyszczania deszczówki. 

Wiele rozwiązań było rozwijanych metodą prób i błędów. To ważne doświadczenie, bo pokazuje, że wdrażanie innowacji wymaga nie tylko wiedzy, lecz także gotowości do eksperymentowania. W ciągu kilku lat rozwiązania testowane lokalnie stały się elementem szerszej zmiany w podejściu do gospodarowania wodą. Do Gdańska zaczęli przyjeżdżać przedstawiciele samorządów, projektanci i specjaliści zainteresowani wdrażaniem podobnych rozwiązań. Coraz więcej miast uruchamia własne programy zielonej retencji, a temat pojawia się także w dyskusjach dotyczących zmian przepisów i dalszej adaptacji miast do zmian klimatu. 

 

Małe rozwiązania, wielki efekt 

Najczęstsze pytanie brzmi: czy kilkaset niewielkich obiektów naprawdę może mieć znaczenie? Liczby pokazują, że tak. W Gdańsku funkcjonuje już ponad 300 lokalizacji wykorzystujących rozwiązania zielonej retencji. Łącznie zajmują one powierzchnię przekraczającą 17 hektarów.  

Co roku powstają kolejne obiekty, których zdolność magazynowania wynosi łącznie około 50–60 tysięcy metrów sześciennych wody. To pojemność porównywalna z dużym miejskim zbiornikiem retencyjnym. Różnica polega na tym, że zamiast jednej konstrukcji mamy setki miejsc rozsianych po całym mieście, które zatrzymują wodę dokładnie tam, gdzie jest najbardziej potrzebna. To najlepszy dowód na to, że w gospodarowaniu wodą często liczy się nie rozmiar pojedynczego obiektu, lecz skala całego systemu. 

 

Mieszkańcy po stronie retencji 

Szczególnie interesujące jest to, jak zmieniło się podejście mieszkańców. Jeszcze kilka lat temu odpowiedzią na problem podtopień była najczęściej prośba o budowę kanalizacji deszczowej. Dziś coraz częściej mieszkańcy sami proponują tworzenie ogrodów deszczowych, terenów zielonej retencji czy innych rozwiązań opartych na przyrodzie. 

Pomysły związane z wodą coraz częściej trafiają do budżetów obywatelskich. Mieszkańcy angażują się także w pielęgnację istniejących przestrzeni, dostosowując je do własnych potrzeb i oczekiwań. To znak, że gospodarowanie wodą przestaje być wyłącznie domeną hydrologów czy projektantów. Staje się elementem kultury miejskiej i świadomego zarządzania przestrzenią. 

 

Woda to nie koszt, to inwestycja 

W debacie o retencji często pojawia się pytanie o koszty. Tymczasem coraz więcej analiz pokazuje, że brak inwestycji w zatrzymywanie wody jest znacznie droższy niż samo wdrażanie takich rozwiązań. 

Koszty podtopień, degradacji zieleni, skutków suszy czy przegrzewania się miast są odczuwalne zarówno dla samorządów, jak i mieszkańców. Każda złotówka przeznaczona na retencję może przynieść wielokrotnie większe korzyści w postaci ograniczenia strat, poprawy jakości środowiska i zwiększenia odporności miasta na zmiany klimatu. Woda, która pozostaje w mieście, pracuje dla miasta. 

 

Przyszłość należy do przyjaznych wodzie miast 

Przed samorządami nadal stoją liczne wyzwania. Potrzebne są zmiany prawne, rozwój kadr, dalsza edukacja i budowanie interdyscyplinarnych zespołów łączących wiedzę hydrologiczną, przyrodniczą, urbanistyczną i społeczną. Jednocześnie kierunek wydaje się już wyraźnie wyznaczony. 

Nie istnieje miasto, które byłoby w stanie przebudować swoją kanalizację tak szybko, jak zmienia się klimat. Istnieją natomiast miasta, które mogą nauczyć się współpracować z naturą. Być może najważniejsza zmiana dotyczy nie infrastruktury, lecz sposobu myślenia. Przez dziesięciolecia każdą kroplę deszczu staraliśmy się jak najszybciej usunąć z miasta. Dziś coraz lepiej rozumiemy, że ta sama kropla może chronić przed suszą, chłodzić ulice, zasilać drzewa, oczyszczać wodę i poprawiać jakość życia mieszkańców. W świecie zmian klimatu umiejętność zatrzymywania wody może okazać się jedną z najcenniejszych kompetencji nowoczesnego miasta. 

Wideo

{"register":{"columns":[]}}