Powrót

SOS dla wody. Dlaczego nadal sprzątamy świat?

29.09.2026

Z dna polskich jezior i rzek nurkowie wyławiają opony, rowery, telefony i hulajnogi. Większości tych śmieci nigdy nie zobaczymy, bo znikają pod powierzchnią wody. A to, czego nie widzimy, łatwo przestaje nas niepokoić. Hasło 33. Akcji Sprzątania Świata „SOS dla wody”, której partnerem są Wody Polskie, przypomina, że śmieci nie znikają wraz z nurtem, a woda coraz częściej staje się ofiarą naszych codziennych nawyków.

Powody do rozmowy odc. 21

W dwudziestym pierwszym odcinku podcastu „PoWody do rozmowy – prostym językiem o gospodarce wodnej” o odpowiedzialności za środowisko, wodę i przestrzeń, z której wszyscy korzystamy opowiadają Beata Butwicka – Prezeska Zarządu Fundacji Nasza Ziemia, Grzegorz Mikosza – Główny Koordynator Akcji Sprzątanie świata – Polska oraz Anna Fusiara – z Wydziału Marketingu Społecznego Wód Polskich, współtwórczyni kampanii #WodyToNieŚmietnik. 

Posłuchaj na Spotify:  

Powody do rozmowy- odcinek 21.  

Gdy w 1994 roku ruszała pierwsza edycja Akcji Sprzątanie Świata, krajobraz Polski wyglądał zupełnie inaczej niż dziś. Dzikie wysypiska były czymś powszechnym. W lasach można było natknąć się na sterty gruzu, stare lodówki, meble czy części samochodowe. Pozbywanie się odpadów „gdzieś za miastem” dla wielu osób było normalną praktyką. 

Dziś taki widok należy do rzadkości. To jeden z największych sukcesów ostatnich trzech dekad edukacji ekologicznej. Miliony uczestników akcji sprzątania, rozwój systemów gospodarowania odpadami i rosnąca świadomość społeczna sprawiły, że wielkie dzikie wysypiska stopniowo zniknęły z polskiego krajobrazu. Nie oznacza to jednak, że problem został rozwiązany. Po prostu zmienił swoje oblicze. 

 

Era „śmieci weekendowych” 

Współczesne śmieci rzadziej przyjeżdżają do lasu ciężarówką. Znacznie częściej trafiają tam w kieszeni kurtki, plecaku albo torbie z zakupami. To właśnie dlatego osoby zajmujące się ochroną środowiska coraz częściej mówią o „śmieciach weekendowych”. Pozostawiona butelka po napoju, puszka, opakowanie po przekąsce, plastikowa reklamówka czy niedopałek papierosa - pojedynczo wydają się niegroźne, jednak pomnóżmy je przez tysiące spacerów, pikników, wycieczek rowerowych i wakacyjnych wyjazdów organizowanych każdego dnia w całym kraju. Nagle okazuje się, że drobne odpady tworzą problem porównywalny z dawnymi wysypiskami. Co więcej, są znacznie trudniejsze do wychwycenia i usunięcia. 

Wiele osób zakłada, że śmieć pozostanie tam, gdzie został porzucony. Przyroda działa jednak inaczej. Butelka zostawiona na parkingu leśnym nie musi tam leżeć przez lata. Wystarczy silny deszcz, podmuch wiatru albo wezbranie wody. Odpad trafia do rowu, potem do strumienia, następnie do rzeki i płynie dalej. Właśnie dlatego eksperci mówią, że niemal każdy śmieć wcześniej czy później może znaleźć drogę do środowiska wodnego. Niektóre odpady zatrzymają się na brzegu. Inne osiądą na dnie. Jeszcze inne rozpadną się na tysiące mikroskopijnych fragmentów tworzących mikroplastik. Ich historia nie kończy się więc w miejscu, w którym zostały wyrzucone. Dopiero się zaczyna. 

Szczególnym symbolem współczesnego zaśmiecenia są niedopałki papierosów. Większość ludzi nie postrzega ich nawet jako odpadu. Są małe, nie rzucają się w oczy i często trafiają na chodnik, do studzienki kanalizacyjnej, na trawnik czy do rzeki. Tymczasem ich wpływ na środowisko jest ogromny. Jeden niedopałek może zanieczyścić nawet około tysiąca litrów wody. Zawarte w nim substancje chemiczne stopniowo przedostają się do środowiska, a sam filtr rozkłada się przez wiele lat. To doskonały przykład, że ekologiczne zagrożenie nie zawsze ma rozmiar starej lodówki lub opony. Czasem mieści się między dwoma palcami. 

 

Pod powierzchnią kryje się drugi świat 

Przez lata wielu organizatorów akcji ekologicznych koncentrowało się przede wszystkim na lasach i terenach zielonych. Dopiero rozwój sprzątania podwodnego ujawnił skalę problemu ukrytego pod powierzchnią. W jednym z polskich jezior podczas akcji nurkowie wydobyli niemal tonę odpadów. 

W innych miejscach odnajdowano telefony komórkowe, rowery, części samochodowe i sprzęt elektroniczny. W Poznaniu zdarzyło się nawet, że po publikacji zdjęć odzyskanych telefonów zgłosili się ich właściciele. To pokazuje, jak wiele przedmiotów pozostaje niewidocznych na dnie przez długie miesiące lub lata. Niektóre z tych przedmiotów trafiły tam przypadkiem. Telefon wypadł z łódki. Ktoś zgubił okulary albo sprzęt sportowy. Wiele znalazło się jednak w wodzie celowo. I właśnie to jest najbardziej niepokojące, bo kiedy wyrzucamy odpad do jeziora lub rzeki, nie rozwiązujemy problemu. Zmieniamy jedynie miejsce jego przechowywania. 

Symbolem tego problemu jest historia nurków zaangażowanych w sprzątanie polskich wód. Podczas działań prowadzonych na Brdzie organizatorzy spotkali nurka, który od blisko 50 lat regularnie uczestniczy w oczyszczaniu rzeki z odpadów. To niemal pół wieku pracy wykonywanej po to, by wydobywać z wody rzeczy, które nigdy nie powinny były się tam znaleźć. Ta historia pokazuje jednocześnie dwa oblicza naszego stosunku do środowiska. Z jednej strony wciąż znajdujemy śmieci w wodzie. Z drugiej wciąż są ludzie, którzy poświęcają swój czas i energię, by te błędy naprawiać. 

 

Rzeka pamięta kto ją zatruwa 

Woda ma wyjątkową właściwość - nie zapomina. Plastik rozpada się na coraz mniejsze fragmenty. Metale korodują. Substancje chemiczne stopniowo uwalniają się do środowiska. Odpady zalegające na dnie przez lata wpływają na organizmy wodne i jakość ekosystemów. Dlatego hasło „Rzeka pamięta” nie jest jedynie efektownym sloganem. To naukowa i ekologiczna rzeczywistość. 

To, co trafia do środowiska wodnego, pozostaje tam znacznie dłużej niż jesteśmy skłonni przypuszczać, a usunięcie tych odpadów wymaga ogromnego wysiłku ludzi wyposażonych w specjalistyczny sprzęt. Każdy kilogram śmieci wydobyty spod wody kosztuje wielokrotnie więcej pracy niż usunięcie identycznej ilości odpadów z leśnej ścieżki. 

Najtrudniejsza jest jednak zmiana nawyków, gdyż posprzątanie brzegu rzeki może potrwać kilka godzin, a zmiana społecznych przyzwyczajeń wymaga lat. Dlatego, od początku, Akcja Sprzątanie Świata nie była wyłącznie akcją sprzątania. Jej prawdziwym celem było budowanie odpowiedzialności. 

Największą wartość mają nie worki wypełnione odpadami, ale doświadczenia uczestników. Dzieci, które same sprzątały las lub brzeg rzeki, często zapamiętują te wydarzenia na całe życie. A człowiek, który raz zobaczył skalę problemu z bliska, znacznie rzadziej staje się jego częścią. 

 

Od kultury sprzątania do kultury nieśmiecenia 

Przez wiele lat sukces mierzono liczbą zebranych worków śmieci. Dziś coraz częściej mówi się o czymś ważniejszym. Celem nie jest skuteczniejsze sprzątanie, ale doprowadzenie do sytuacji, w której sprzątanie będzie potrzebne coraz mniej. To zasadnicza różnica między kulturą sprzątania a kulturą nieśmiecenia. Pierwsza reaguje na problem, a druga zapobiega jego powstaniu. Na tej samej idei opiera się prowadzona przez Wody Polskie kampania „Wody to Nie Śmietnik”, która przypomina, że najskuteczniejszym sposobem ochrony rzek i jezior jest niedopuszczanie do tego, by odpady w ogóle trafiały do środowiska wodnego. Do tego potrzebna jest wiedza, doświadczenie, ale przede wszystkim poczucie osobistej odpowiedzialności.  

Większość ludzi przypomina sobie o wartości wody dopiero, gdy odkręca kran. Tymczasem jest obecna niemal we wszystkim, co robimy. W żywności, ubraniach, energii, produkcji przedmiotów codziennego użytku. Przez lata traktowaliśmy ją jak zasób, którego nigdy nie zabraknie. Tymczasem zmiany klimatu, coraz częstsze okresy suszy i rosnąca presja człowieka na środowisko pokazują jednak, że takie myślenie jest coraz bardziej ryzykowne. 

Dlatego troska o wodę nie oznacza dziś wyłącznie oszczędzania jej w domu. Oznacza również dbanie o jakość rzek, jezior i terenów podmokłych. Zrozumienie, że czystość środowiska nie jest wyłącznie zadaniem służb komunalnych, organizacji społecznych czy instytucji państwowych. Jest wspólnym obowiązkiem wszystkich użytkowników tej samej przestrzeni. Bo brudna woda to także utracona woda, a zasób, którego jakość stale pogarszamy, coraz trudniej wykorzystać w przyszłości. 

 

Po czym poznamy, że sygnał SOS został usłyszany? 

Być może nie po tym, że znikną wszystkie śmieci. Być może nie po tym, że akcje sprzątania przestaną być potrzebne. 

Prawdziwy sukces będzie można rozpoznać po czymś znacznie prostszym. Po momencie, w którym większość ludzi przestanie myśleć: „ktoś po mnie posprząta”, a zacznie myśleć: „to moja odpowiedzialność”. 

Bo przyszłość wody nie zależy wyłącznie od wielkich programów, instytucji czy kampanii społecznych. Zależy od milionów codziennych decyzji podejmowanych przez każdego z nas. Być może najlepszą akcją sprzątania świata będzie kiedyś ta, której nie trzeba będzie organizować. 

Do tego momentu jednak droga prowadzi przez codzienne wybory, nawyki i odpowiedzialność każdego z nas. Bo przyszłość wody zaczyna się nie na dnie jeziora ani na brzegu rzeki, lecz znacznie bliżej. Zaczyna się w naszych własnych decyzjach. 

Wideo

{"register":{"columns":[]}}