W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z naszej witryny oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu. W każdym momencie można dokonać zmiany ustawień Państwa przeglądarki. Zobacz politykę cookies.
Powrót

Zapis z konferencji prasowej ministra Zbigniewa Raua, dotyczącej akcji ewakuacyjnej z Afganistanu

11.09.2021

Przemówienie ministra Zbigniewa Raua na konferencji prasowej dotyczącej oddania szacunku pracownikom MSZ biorącym udział w akcji ewakuacyjnej z Afganistanu.

Minister Rau stoi przed mikrofonem w towarzystwie grupy dyplomatów. Za nim ścianka z logiem MSZ.

Szanowni Państwo,

7 października 2001 roku siły zbrojne NATO, wspierając żołnierzy Sojuszu Północnoatlantyckiego w Afganistanie, wystąpiły przeciwko rządowi Talibów, który udzielił schronienia organizatorom ataków terrorystycznych na USA 11 września 2001 roku. Polska była uczestnikiem tej sojuszniczej operacji. Wytrwaliśmy do końca naszej misji, jako wierny i bardzo szczodry sojusznik.

Kiedy na początku października 2001 roku zapadła decyzja o zastosowaniu art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego, ówczesna władza w Polsce zdawała sobie sprawę, że należy osiągnąć dwa niezwykle ważne cele w polityce zagranicznej i polityce bezpieczeństwa. Pierwszym było ustanowienie naszej pozycji jako wiernego i bardzo szczodrego sojusznika Paktu Północnoatlantyckiego. Była to rzecz wtedy niezwykle ważna, bowiem w debacie wśród starych członków NATO poprzedzającej przyjęcie Polski Czech i Węgier do NATO, które ostatecznie miało miejsce w 1999 roku, podnoszono argumenty, że kraje naszego regionu mogą być wyłącznie biorcami bezpieczeństwa, które zapewnia Sojusz. Nikt sobie wtedy nie wyobrażał sytuacji, w której np. Polska mogłaby stanowić pomoc, wsparcie, a cóż dopiero obronę takiemu mocarstwu jak USA. Wydarzenia po ataku na World Trade Center i Pentagon potwierdziły jednak, że jest to możliwe.

Uczestnicząc w 20-letniej misji polska polityka zagraniczna i polska polityka bezpieczeństwa odniosła spektakularny sukces. Zostaliśmy uznani za wiarygodnego, godnego zaufania partnera w Pakcie Północnoatlantyckim.

Drugi niezwykle ważny cel tej polityki sprowadzał się do tego, aby w naszej części Europy wprowadzić strefę bezpieczeństwa, stabilności politycznej i pokoju.  Członkostwo Polski, Czech i Węgier w NATO  nie było do tego wystarczające. I rzeczywiście nasza wiarygodność, jako państwa tej części Europy, jako członka NATO, przyczyniła się do tego, że mniej więcej 3 lata po decyzji operacji sojuszniczej w Afganistanie doszło do kolejnego rozszerzenia NATO. Nasi sąsiedzi na północy - państwa bałtyckie, na południu - Słowacja i Słowenia, a dalej Rumunia i Bułgaria stały się członkami pełnoprawnymi NATO. A zatem strefa bezpieczeństwa, pokoju i stabilności politycznej objęła tych, którzy po II Wojnie Światowej znaleźli się po niefortunnej stronie żelaznej kurtyny.

Szanowni Państwo,

Kiedy zapadła decyzja naszego uczestnictwa w operacji sojuszniczej w Afganistanie prezydentem RP był Aleksander Kwaśniewski, Prezesem Rady Ministrów Jerzy Buzek, ministrem spraw zagranicznych Władysław Bartoszewski. I to oni uznali, że ta decyzja była bardzo ważna dla polskiej racji stanu i to przekonanie bez wątpienia podzielali wszyscy kolejni prezydenci, premierzy i ministrowie spraw zagranicznych, aż do dnia dzisiejszego.

Jakie konkluzje możemy wyciągnąć z tego doświadczenia? Na przykład taką, że polityka zagraniczna i polityka bezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej jest istotnym elementem polskiej racji stanu i jako taka powinna być przedmioem wspólnej troski różnych stronnictw i ugrupowań politycznych.

Tego rodzaju reminiscencje nakazują pamiętać jednak o rzeczach najważniejszych. Ten niekwestionowany sukces naszej partnerskiej misji sojuszniczej w Afganistanie zawdzięczamy przede wszystkim żołnierzom naszych sił zbrojnych. Przy tej okazji nie sposób raz jeszcze nie złożyć hołdu i wyrazów najwyższego uznania tym z nich, którzy zapłacili najwyższą cenę – cenę swojego życia.  

Dzisiaj Szanowni Państwo wiemy już, że lotnisko w Kabulu znajduje się w rękach Talibów. Wiemy, że nasze wycofanie się z Afganistanu, zakończenie tej misji doprowadziło do ewakuacji, która stanowiła ogromne wyzwanie dla polskiej dyplomacji. Nagła i niespodziewana implozja afgańskich sił zbrojnych i całkowita dekompozycja struktur władzy państwowej doprowadziła do chaosu, w którym znaleźli się polscy obywatele i nasi afgańscy współpracownicy.

Musieliśmy podjąć ryzyko przeprowadzenia bezpośredniej akcji ratowniczej na miejscu. Tę operację ratowniczą przeprowadziliśmy w oparciu o własne, często ad hoc improwizowane metody działania, w oparciu o własne kadry, w oparciu o własny sprzęt, z zabezpieczeniem przez własne siły zbrojne, wywiadowcze i dyplomatyczne, zarówno w  Kabulu, jak i w państwach sąsiadujących z Afganistanem, a także w stolicach naszych sojuszników i państw współpracujących. W wyniku tej akcji zdołaliśmy doprowadzić do 52 lotów w obie strony i przetransportować 1232 osoby.

Każdy z tych lotów wymagał uzyskania kilku zgód państwowych, czasem nawet zgód z dziewięciu państw na jeden lot. Co więcej, dochodziło do sytuacji, w których należało stworzyć nowy stan prawny w relacjach międzynarodowych. Dam Państwu jeden przykład. Musieliśmy doprowadzić do wynegocjowania, uchwalenia, implementowania dwustronnej umowy międzyrządowej między Polską a Uzbekistanem. I udało się to uczynić w ciągu kilku nocnych godzin. Każdy krok w Kabulu, każdy krok tutaj na miejscu wymagał wielu, czasem kilkunastu ustaleń dyplomatycznych. Dam Państwu kolejny przykład. Kiedy doszło do sytuacji, w której polski konwój został zatrzymany przez patrol pakistański w Afganistanie, a został zatrzymany ze względu na obawy o bezpieczeństwo pakistańskich żołnierzy. Ta sytuacja wymagała nocnej interwencji w 3 stolicach, w wyniku których doszło do wydania w Islamabadzie rozkazu, zgodnie z którym ten pakistański oddział w Afganistanie uczynił zadość oczekiwaniom naszego konwoju. Dzięki naszym wysiłkom zdołaliśmy pomóc w akcji ewakuacyjnej obywatelom USA, Wielkiej Brytanii, Niemiec, a także organizacjom międzynarodowym, na przykład pracownikom Międzynarodowego Funduszu Walutowego.  

Chcę skorzystać z okazji i podziękować naszym sojusznikom i państwom współpracującym, przede wszystkim USA, Wielkiej Brytanii, Turcji, Uzbekistanowi, Indiom i Gruzji. Korzystam także z okazji, by podziękować naszym dyplomatom pracującym w Waszyngtonie, Londynie, Taszkiencie, Islamabadzie, New Dehli i Tbilisi. Mogę z dumą stwierdzić, że udało nam się w warunkach niespotykanego chaosu stworzyć sprawną, elastyczną strukturę, czy mechanizm ewakuacyjny, do którego należały najwyższe organy władzy państwowej w Polsce, nasze przedstawicielstwa za granicą, a przede wszystkim zespół ratowniczy na miejscu, w Kabulu.

Szanowni Państwo,

Chcę skorzystać z tej okazji, żeby w sposób najbardziej publiczny wyrazić moje uznanie i wdzięczność polskim dyplomatom, którzy w sposób szczególny zasłużyli się tej akcji ratowniczej. Część z nich jest obecna wśród nas. Kieruję moje podziękowania do pana Szymona Wudarskiego z Departamentu Azji i Pacyfiku, pani Ewy Piasek-Chojnackiej z Inspektoratu Służby Zagranicznej, do pana Piotra Matusiaka, konsula RP w Taszkiencie, do pana ambasadora Macieja Langa – naszego ambasadora w Bukareszcie, który jednak w okolicznościach, o których mówiłem tutaj, zdecydował się na wyjazd do Kabulu, gdzie przedtem pełnił służbę jako ambasador RP, żeby tam na miejscu służyć swoją ekspertyzą i doświadczeniem, by ta akcja ratownicza była możliwie najsprawniejsza i najaktywniejsza. Dalsze podziękowania kieruję do pana Marcina Jakubowskiego – dyrektora Departamentu Konsularnego naszego ministerstwa, do pana Bartosza Skwarczyńskiego - koordynatora ds. kryzysów w Departamencie Konsularnym, pana Szymona Kurzawy z Departamentu Konsularnego, do pana Marcina Szydłowskiego wicekonsula w Taszkiencie, do pani Patrycji Blant z Ambasady RP w New Dehli, a także do pani Anny Grzesiek z tej samej ambasady. Dalej moje podziękowania kieruję do pana Adama Burakowskiego - ambasadora RP w Indiach, do pana Mateusza Dębowicza z tejże ambasady, do pana Krzysztofa Dembskiego, pana Tomasza Lisiewskiego oraz pani Karoliny Smagi - pracowników  Departamentu Konsularnego, pani Małgorzaty Tańskiej z Instytutu Polskiego w New Dehli. Dziękuję jej szczególnie za wspieranie działań naszego Departamentu Konsularnego. Dziękuję pani dyrektor Beacie Brzywczy z Departamentu Konsularnego, panu Grzegorzowi Marczakowi z Ambasady RP w Taszkiencie, panu Michałowi Grodzkiemu z Departamentu Wschodniego, wreszcie słowa podziękowania kieruję do pana Radosława Gruka – ambasadora RP w Taszkiencie. Nie zapomnijmy o panu ambasadorze Adamie Burakowskim z New Dehli, o którego współpracownikach już tu wspominałem. Chcę wreszcie tutaj podziękować mojemu bliskiemu współpracownikowi panu Marcinowi Przydaczowi za koordynowanie tej skomplikowanej operacji tu na miejscu, w naszym resorcie.

Dziękuję bardzo.

Świadectwa uczestników

Maciej Lang: Przebywa dziś w Polsce ponad tysiąc osób ewakuowanych z Kabulu. Każda z ewakuowanych osób musiała być zlokalizowana, odszukana w wielotysięcznym tłumie kłębiącym się przed bramą bazy, a następnie fizycznie wciągnięta na lotnisko, podkreślam fizycznie, o czym powiedzą mam nadzieję tutaj więcej moi koledzy. Następnie umieszczona w prowizorycznym campie, który tam zorganizowaliśmy. Później wysłana wojskowym transportem do Uzbekistanu, skąd samoloty LOT-u przewoziły ewakuowanych do Warszawy. O ile nie mogliśmy zaplanować tempa wyławiana Afgańczyków (z tłumu), o tyle musieliśmy planować z wielogodzinnym wyprzedzeniem loty samolotów, które tworzyły most powietrzny na trasie Afganistan – Uzbekistan – Polska. W przeciwnym wypadku samoloty musiałyby odlatywać często puste, a wielokrotnie w Kabulu w różnych misjach to się zdarzało, bądź też osoby przewożone z bramy musiałyby przez wiele godzin w bardzo złych warunkach oczekiwać na transport. Zdołaliśmy skorelować daty wylotów samolotów wojskowych z lotami cywilnymi z Uzbekistanu również.

Organizując akcję ratunkową musieliśmy brać pod uwagę przede wszystkim bezpieczeństwo. O tym, że zagrożenia nie były fikcyjne dzisiaj wszyscy wiemy.

Chciałbym w tym kontekście powiedzieć, że nasza ostatnia zmiana zeszła z bramy, z miejsc gdzie później miały miejsce wybuchy w nocy z 25 na 26 sierpnia. Polacy odlecieli z Kabulu na godzinę przed zamachami, które zebrały tak tragiczne żniwo ofiar. To tylko dla ilustracji jak wiele elementów musieliśmy wziąć pod uwagę, żeby ta operacja się udała. Myślę, że jako kraj możemy być dumni, że ewakuacja się udała, że zrobiliśmy to własnymi siłami. To byli nasi ludzie, nasze zabezpieczenie wywiadowcze, kontrwywiadowcze nasze statki powietrzne wojskowe i cywilne oraz znakomite działanie wszystkich podmiotów, które brały w tym udział. W ogóle mogę powiedzieć z perspektywy osoby, która była tam na miejscu w Kabulu, gdzie byłem ostatnim elementem łańcucha tej operacji, wiem jak było istotne to co robili koledzy tutaj w centrali, w naszych ambasadach. Korzystając z okazji chciałbym podziękować wszystkim moim współpracownikom na miejscu, wszystkim wojskowym i cywilom i wszystkim osobom, które we wszystkich placówkach i w centrali tę akcję wspierały, dziękuję bardzo.

Szymon Wudarski: Szanowni Państwo, Szanowny Panie Ministrze, dołączając się do tego co Pan Ambasador już powiedział, chciałbym powiedzieć, że to mojej koleżance i mnie przypadła rola wyciągania tych ludzi dosłownie ze ścieku. Bo w wielu sytuacjach polegało to na tym, że Afgańczycy wskakiwali do takiej rzeczki, która odprowadzała kanalizację z bazy i my stamtąd ludzi wyciągaliśmy. Zadanie było bardzo trudne, na początku jak wyjeżdżaliśmy wydawało się nawet niemożliwe, a potem jak dojechaliśmy i zobaczyliśmy tłum na bramie stwierdziliśmy, że to będzie bardzo trudne. Niestety to co zobaczyliśmy tam na miejscu, czyli dosłownie śmierć ludzi zadeptanych w tym tłumie, śmierć dzieci, które po prostu były stratowane przez tłum na bramie, który za wszelką cenę próbował przedrzeć się na drugą stronę były dla nas bardzo dramatycznym przeżyciem. Mogę tutaj dać też taki przykład, który dla nas był bardzo trudny. Rodzina jednej z byłych pracownic Ambasady RP w Kabulu, która niestety w tym tłumie się rozdzieliła i udało się nam na początku uratować tylko ojca i roczne dziecko. Natomiast matka i babka pozostały w tłumie. Warto też podkreślić, że Talibowie nie wpuszczali przez swoje checkpointy samotnych kobiet. Zawsze musiały być w towarzystwie męskim. Także te kobiety miały jeszcze dodatkową trudność w przedostaniu się. Tego typu sytuacji mieliśmy co najmniej kilka.

Ewa Piasek-Chojnacka: Naszym głównym zadaniem było połączyć rodzinę, tak obiecaliśmy ojcu, który poleciał pierwszym transportem do kraju. Minęła noc i następnego dnia rozpoczęliśmy ponownie próbę odnajdywania osób, które chcieliśmy uratować. Szczęśliwie reszta rodziny odnalazła się po dobie oczekiwania między checkpointem Talibów a checkpointem polsko-brytyjskim. Rodzina jest w komplecie w kraju.

Mam do powiedzenia wiele przykładów z udziałem kobiet i dzieci, takim najtrudniejszym, który mam w pamięci to jest moment, w którym nie mogliśmy wydobywać ludzi z tłumu, ponieważ było ryzyko zamachów. Wtedy dostałam telefon z Polski, od afgańskiego tłumacza, który dawniej pracował z polskim kontyngentem. I on rozpaczliwie prosił, aby uratować jego siostrzenicę z dwumiesięcznym dzieckiem, która czeka na ratunek, a utraciła pokarm. Dziecko cały dzień nic nie jadło, kobieta była w krytycznej sytuacji. Udało nam się tę kobietę wyciągnąć dzięki polskiemu żołnierzowi, który poszedł negocjować z Talibami. I to jest trudne do uwierzenia, że Talibowie wypuścili tego dnia tylko tę dziewczynę, matkę dwumiesięcznego dziecka. Dziecko żyje, matka również. Pomogli na miejscu medycy brytyjscy. Matka nie była w stanie nakarmić dziecka, ale zrobiła to inna z matek oczekująca na lot. To jest chyba najtrudniejsza sytuacja, jaką mieliśmy.

Szymon Wudarski: Ta sytuacja bardzo mocno uratowała morale zespołu i bardzo pomogła w dalszej pracy. Dodam też jeszcze inną historię, która była dla nas bardzo trudna. Udało nam się najpierw uratować ojca rodziny, faktycznie zagrożonego zemstą Talibów, nie tylko ze względu na pochodzenie, ale i na fakt, że był dobrze sytuowanym Afgańczykiem. Jemu groziło rzeczywiste niebezpieczeństwo. On się do nas przedostał, jego rodzina pozostała po drugiej stronie. Zgodnie z naszymi założeniami, nie chcieliśmy dzielić rodzin. Chcieliśmy zrobić wszystko, żeby połączyć tę rodzinę. To był ojciec, który miał troje dzieci z czego najmłodsze miało 7 lat, starsze 11 i 14 lat. Gdy już udało nam się tę rodzinę namierzyć na tyle, że udało się nam z nią nawiązać kontakt wzrokowy, a byli dosłownie kilkadziesiąt metrów od nas, tłum w pewnym momencie ruszył i stratował siedmioletnią dziewczynkę. Matka wtedy zdecydowała się wycofać i wróciła do Kabulu, gdzie poszła do szpitala. Na szczęście okazało się, że dziewczynka nie odniosła zbyt wielu poważnych obrażeń i poprosiliśmy, żeby spróbowali jeszcze raz. W międzyczasie po zgodzie ojca i rozmowie z rodziną, ewakuowaliśmy tego ojca do Polski. Natomiast zobowiązaliśmy się, że rodzina tego człowieka dołączy do niego w Polsce. I muszę z dumą powiedzieć że udało to się. Rodzina ostatniej nocy przedostała się i udało nam się ich załadować  do samolotu. Teraz są już wszyscy w Polsce. Niestety nie udało im się jeszcze połączyć, ponieważ są w różnych ośrodkach, gdzie odbywają kwarantannę.

Siedziba MSZ Sala im. Jerzego Giedroycia, 1 września 2021 godz. 13.30

 

Ministerstwo Spraw Zagranicznych
Biuro Rzecznika Prasowego 

fot. Gabriel Piętka  / MSZ