Przesłanie do uczestników Global Forum
07.07.2017
Przesłanie ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza do uczestników Global Forum w Warszawie.
Szanowni Państwo,
Dokładnie rok temu otwierałem konferencję towarzyszącą Szczytowi NATO w Warszawie, którą również współorganizował Polski Instytut Spraw Międzynarodowych. Miałem wówczas okazję wygłosić przemówienie, w którym przedstawiałem nowe zagrożenia, przed jakimi stoi Sojusz, a w szczególności jego wschodnia i południowa flanka. Już podczas samej konferencji argumentowałem, że NATO musi być silne i spójne, aby zapewnić bezpieczną przyszłość Europie. W tym samym czasie pracowaliśmy nad historycznymi decyzjami, które miały dokonać przełomowych zmian w sposobie działania Sojuszu i odpowiedzieć na te zagrożenia. Dzisiejszy temat mojego wystąpienia, mówiący o adaptacji NATO do nowych wyzwań bezpieczeństwa, jest dobrą okazją, aby dokonać przeglądu implementacji tych postanowień i zastanowić się nad przyszłością.
Rok temu swój referat rozpocząłem opowiadając o tym, jak istotna jest Warszawa jako miejsce, w którym w roku 1920 Polacy odparli bolszewicką inwazję, przez co uratowali cywilizację europejską. Dziś, w dzień po tak obfitującym w paralele historyczne wystąpieniu prezydenta Donalda Trumpa, również pozwolę sobie na kilka odniesień do przeszłości. Tak się składa, że w latach 2017-2018 wypadają setne rocznice trzech niezwykle ważnych wydarzeń.
Po pierwsze, 6 kwietnia 1917 roku Stany Zjednoczone odeszły od polityki nieingerencji w sprawy europejskie, wywodzącej się z tzw. doktryny Monroe i przystępując do I wojny światowej, przywróciły w rok później pokój Europie. Jak pamiętamy, podczas II wojny światowej to również interwencja USA doprowadziła do zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami. Co ważne, ani w pierwszym, ani w drugim przypadku Stany Zjednoczone nie były tak potężne jak teraz. Tym bardziej więc ważne jest dziś, aby aktywnie angażowały się w utrzymanie pokoju i stabilności w świecie. Wczorajsze przemówienie prezydenta Trumpa stanowi jasne potwierdzenie, iż powody dla których Ameryka odeszła od izolacjonizmu, niemalże 100 lat później wciąż odgrywają fundamentalną rolę.
Po drugie, 7 listopada 1917 roku w Rosji wybuchła rewolucja bolszewicka. Mało które wydarzenie w historii ludzkości przyniosło tyle zła i cierpienia. Ofiarami komunistycznego ludobójstwa w Rosji, Chinach, Korei Północnej i w innych państwach padło co najmniej 100 milionów ludzi. Miliardy wręcz zostały wtrącone w życie w nędzy i ucisku. Konsekwencje tego zła odczuwamy do dzisiaj. W części tych reżimów nie doszło do żadnej zmiany politycznej, a w innych - władzę sprawują i na mentalność ludzką wpływają funkcjonariusze dawnych partii komunistycznych i aparatu ucisku. Zagrożenia zatem wcale nie zniknęły, a niejednokrotnie jedynie ewoluowały co czyni je jedynie bardziej niebezpiecznymi
Po trzecie, w listopadzie 1918 roku Polska odzyskała niepodległość, która jest dla nas wartością najwyższą. Była ona dziełem wielu polityków i dowódców, wśród których najczęściej wymienia się Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego. Musimy jednak pamiętać, a mówię to trzy dni po amerykańskim Święcie Niepodległości, że wielki udział w tym miała również Błękitna Armia generała Józefa Hallera, której wielu żołnierzy rekrutowało się z amerykańskiej Polonii. Nie mogę też nie wspomnieć o programie pokojowym prezydenta Woodrowa Wilsona, przedstawionym 8 stycznia 1918 roku w orędziu do Kongresu, którego punkt 13 mówił wprost, że jednym z celów polityki zagranicznej USA jest stworzenie wolnej i niepodległej Polski.
Wszystkie te alegorie historyczne odnoszą się do naszej współczesności. Znowu silne są zagrożenia ze Wschodu i Południa, chociaż coraz jaśniejsze staje się, że mają one wspólne korzenie. Historyczne i obecne związki Rosji z terroryzmem, a także jawna współpraca z Iranem, Talibami w Afganistanie czy reżimem syryjskim odpowiedzialnym za użycie broni chemicznej, pozostawiają coraz mniej wątpliwości w tym zakresie. Wbrew życzeniowemu myśleniu niektórych, Rosja od Arktyki, Korei Północnej, przez Afganistan, Iran, Amerykę Południową aż do Gruzji i Ukrainy pokazuje dobitnie, iż jej rola jest wyłącznie destrukcyjna. Niezależnie od szerokości geograficznej, Kreml stara się wydłużyć front konfrontacji z Wolnym Światem używając do tego szeregu sprawdzonych metod. Straszy siłą militarną ćwicząc operacje ofensywne, co już niedługo zobaczymy w trakcie manewrów ZAPAD-17. Nie wiem czy wszyscy w sali wiedzą, że w czasie poprzednich edycji tego ćwiczenia symulowano atak jądrowy na Warszawę. Nie jest to zaskoczeniem, gdyż Rosja traktuje swój arsenał nuklearny jako naturalne, przedłużenie sił konwencjonalnych, a nie broń szczególną. Znana wszystkim doktryna deeskalacji przez atak taktycznym ładunkiem nuklearnym jest tego najlepszym przykładem. Ponadto Rosja wykorzystuje szantaż energetyczny, a warunki ku temu, niestety stwarzane są przy współpracy niektórych naszych sojuszników. Trzeba bardzo oszczędnie gospodarować empatią, aby nie znaleźć zrozumienia dla w pełni uzasadnionych obaw wobec projektu Nordstream 2, który bezpośrednio uderza w polskie bezpieczeństwo energetyczne. Rosja stosuje także stare metody operacji wpływu politycznego i dezinformacji, tak zwane “środki aktywne - active measures”. Wzbogacone o aspekt cybernetyczny, zostały po dłuższym okresie ignorowania odkryte przez Zachód na nowo, a tak naprawdę od dziesiątek lat są w stałym użyciu przez aparat rosyjskich służb specjalnych. Jako były szef kontrwywiadu wojskowego mogę państwa zapewnić, że użycie agentury wpływu, dezinformacji, fałszerstw i morderstw nie jest niczym nowym, a stanowi jeden z fundamentów polityki Rosji. Z militarnego punktu widzenia, Rosja w trakcie agresji na Ukrainę nie zaprezentowała niczego nowego poza lepszą integracją zdobyczy technologicznych. W tym sensie nie ma wojny hybrydowej, jest jedynie względnie stała doktryna, której fundamentem jest podstęp, rozbijanie jedności przeciwnika i integracja wysiłków całego państwa we wszystkich obszarach w celu realizacji imperialnej polityki. To nie Rosja się zmieniła Szanowni Państwo, to Zachód zapomniał jaka Rosja jest.
Tak jak i wtedy, tak i dziś odpowiedzią na zagrożenie może być tylko jedność transatlantycka. To ona musi być podstawą adaptacji do nowych zagrożeń. Niemożliwe byłoby ustanowienie wiarygodnej wzmocnionej wysuniętej obecności NATO na flance wschodniej bez determinacji państw ramowych, czyli Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Kanady i Niemiec oraz tych, które je wsparły (pozwólcie Państwo, że w dowód wdzięczności wymienię wszystkie: Albania, Belgia, Chorwacja, Czechy, Dania, Francja, Hiszpania, Holandia, Luksemburg, Norwegia, Rumunia, Słowenia i Włochy). Tak i dziś wydaje się, że rozbicie euroatlantyckiej wspólnoty i próby oddzielenia Europy od Ameryki muszą skończyć się porażką. Wiele mówi się ostatnio o tym, że Europa powinna znacząco przyspieszyć integrację w sferach obronności i przemysłu zbrojeniowego, aby uniezależnić się militarnie od Stanów Zjednoczonych. To całkowicie błędne rozumienie sytuacji geopolitycznej - świat zachodni może istnieć tylko jako jedność transatlantycka, jego rozdział z czasem przyniesie jego upadek. Absolutną podstawą tej jedności jest NATO. Takie instrumenty, jak planowana w ramach UE Stała Współpraca Strukturalna (PESCO), odegrają swoją rolę tylko wtedy, jeśli będą komplementarne wobec Sojuszu. Jeśli miałyby stanowić alternatywę, doprowadzą z czasem do załamania się systemu bezpieczeństwa w Europie. Nie może też być tak, że ich najważniejsze zapisy, regulujące m.in. sposób funkcjonowania przemysłu obronnego, będą faworyzować tylko najsilniejsze państwa Europy, takie jak Niemcy, Włochy czy Francja.
Unia Europejska, nawet po opuszczeniu jej przez Wielką Brytanię, będzie liczyć 27 członków, z których każdy ma prawo do suwerennej kontroli nad swoimi najbardziej wrażliwymi sferami funkcjonowania. Obronność, ale także polityka migracyjna to najważniejsze z nich. Nie wszyscy członkowie UE posiadają istotny potencjał w zakresie przemysłu obronnego, ale poza już wymienionymi liderami Unii, musimy pamiętać, że Czechy, Hiszpania, Holandia, Polska czy Szwecja również muszą dbać o swój rynek. Jest to ich obowiązek wobec obywateli i sprawa interesu narodowego. Rozumiemy doskonale, że dla państw południowej flanki NATO, napływ milionowych rzesz migrantów jest ogromnym wyzwaniem. Jesteśmy gotowi okazywać im solidarność i pomoc, także w wymiarze wojskowym. Uważamy jednak, że proponowane na forum Unii Europejskiej rozwiązania tylko pogorszą sytuację. Przymusowa relokacja do państw, w których migranci nie chcą przebywać, musiałaby oznaczać, że trzeba by ich więzić. Na to Polska ze względów także humanitarnych zgodzić się nie może. Pomijam fakt, że z prawnego punktu widzenia, tylko niewielka ich część to rzeczywiście uchodźcy według prawa międzynarodowego. Tych, o ile są w stanie udowodnić swój status, Polska zawsze przyjmuje. Mało kto wie, że w Polsce przebywa już ponad 1,2 mln obywateli Ukrainy, a przed rokiem 2014, czyli rosyjską inwazją na Krym i Donbas, było ich 200 tys. Osobną kwestią są ujawniane coraz częściej szokujące informacje o braku kontroli lub rażących zaniedbaniach służb migracyjnych, w wyniku których gwałtownie rośnie zagrożenie terrorystyczne, ponieważ przestępcy i zamachowcy w ten sposób bez większego trudu przedostają się na teren Unii Europejskiej i strefy Schengen.
Dobrym przejawem jedności transatlantyckiej jest wspomniana już wcześniej wzmocniona wysunięta obecność NATO na wschodniej flance Sojuszu. Ważne jest, aby przedłużyć jej mandat jak najdalej w przyszłość, aby upewnić potencjalnego agresora, że nie jest to zjawisko efemeryczne. Bardzo doceniamy również bilateralne zaangażowanie USA w postaci pancernej brygadowej grupy bojowej ABCT stacjonującej w Polsce i operującej rotacyjnie w innych państwach flanki wschodniej. Tego typu obecność, długotrwała i stała, może trwale wyrwać Europę Środkowo-Wschodnią i cały kontynent z błędnego koła wojen i ludobójstwa, którego ofiarą padała w przeszłości. Warto pamiętać, że obie formy zaangażowania to jedne z najważniejszych postanowień zeszłorocznego Szczytu NATO w Warszawie. To, że udało się je skutecznie implementować w ciągu zaledwie roku, najlepiej świadczy o tym, że zjednoczeni potrafimy naprawdę wiele osiągnąć. Myślę również, że warto byłoby uprościć terminologię i uznać, że zarówno wzmocniona wysunięta obecność na flance wschodniej, jak i dostosowana wysunięta obecność w jej południowej części, w postaci np. wielonarodowej dywizji w Rumunii, są w istocie tym samym. Należałoby więc zacząć używać wobec nich jednego określenia.
W szerszym kontekście regionalnym, istotna jest także zmiana osi, wzdłuż której rozgrywa się polityka. Myślenie w kategoriach wschód-zachód jest na rękę naszym przeciwnikom, ale nie oddaje specyfiki Europy Środkowo-Wschodniej. Inicjatywa Trójmorza, która wyrosła na wcześniejszej doktrynie Międzymorza, proponuje zupełnie inną optykę - oś północ-południe. Nasze więzy kulturowe, historyczne, ekonomiczne i strategiczne mogą tu odegrać bardzo pozytywną rolę w stabilizacji całej Eurazji. Blok państw od Skandynawii, po Ukrainę, Bałkany, a nawet Turcję (mimo skomplikowanej sytuacji w tym państwie) dysponuje znacznym potencjałem i dużym doświadczeniem we współpracy dwustronnej i wielostronnej. Myślę, że współpraca południa z północą musi być swoistym geopolitycznym bezpiecznikiem współpracy zachodu ze wschodem. Trójmorze jest działaniem integracyjnym, pozwalającym na dopełnienie integracji w ramach UE. To raczej mówienie o Europach dwóch prędkości w obszarze bezpieczeństwa i rozdzielanie więzi transatlantyckiej jest dezintegracyjne i narazi Europę na niebezpieczeństwo. Bez USA, jedynego państwa, które jest w stanie przeciwstawić się potencjałowi nuklearnemu Rosji, jej obrona będzie niemożliwa.
Podkreślę przy tym, że Polska nie oczekuje wyłącznie pomocy w zmaganiach z tymi wyzwaniami. Jesteśmy aktywnym i lojalnym członkiem NATO. Nasi żołnierze stacjonują na Łotwie i Rumunii, Siły Powietrzne regularnie biorą udział w misjach Air Policing nad państwami bałtyckimi i Rumunią, jednostki marynarki wojennej biorą udział w misjach na Morzu Śródziemnym. Aktywnie walczymy z terroryzmem w Syrii, Iraku i Afganistanie. Spełniamy kryteria budżetowe NATO z naddatkiem i planujemy jeszcze zwiększyć nakłady na obronność do 2,5% PKB. Stworzyliśmy nowy rodzaj sił zbrojnych, wojska obrony terytorialnej i zamierzamy podwoić wielkość naszych Sił Zbrojnych. Poza artykułem 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, pamiętamy o kryteriach artykułu 3, czyli obowiązku wzmacniania własnych zdolności do obrony.
Zeszłoroczny Szczyt NATO wychodził jednak znacznie dalej, niż tylko klasyczne zagrożenia militarne. O części z nich wspomniałem już powyżej. Mamy świadomość, jak intensywna walka toczy się w sferze informacji i w cyberprzestrzeni. Kilka tygodni temu mogliśmy zobaczyć, jak wirus Pety.a zadał poważne straty gospodarce Ukrainy. Co gorsza, jest to najpewniej jedynie działanie testujące, a potencjał przeciwnika jest w tym zakresie znacznie większy. Codziennie jesteśmy bombardowani przez fałszywe lub spreparowane informacje, które wpływają na naszą świadomość i decyzje, które podejmujemy. Wprawdzie zjawisko dezinformacji jest znane od dawna, ale współcześnie, w dobie środków masowej informacji, ma jeszcze większe znaczenie, niż kiedyś. Musimy być czujni i cały czas się doskonalić, komunikować nasze zamiary i politykę w sposób spójny i przemyślany i nie dopuszczać do tego, aby kłamstwa zatruwały nasze umysły i dusze.
Kończąc, chciałbym jeszcze raz odnieść się do wczorajszego wystąpienia prezydenta Trumpa. Najważniejsza będzie nasza wola walki i przekonanie, że naszej wolności i wartości, które wyznajemy, warto bronić do końca. Doświadczenie pokazuje, że w Polsce i wielu państwach Europy Środkowo-Wschodniej, które tyle wycierpiały od zbrodniczych totalitaryzmów, powstałych w Rosji i Niemczech, mało kogo trzeba do tego przekonywać. Bardzo chcielibyśmy jednak, aby również nasi zachodni sojusznicy podzielali to przeświadczenie. Jeśli nie przeciwstawimy się Osi Zła, która rzuciła wyzwanie Zachodowi, zginiemy. Tylko pielęgnując nasze wyrosłe ze Starego i Nowego Testamentu kulturę, tradycję i moralność możemy przetrwać, gdyż konfrontacja, tak jak dawniej, ma także wymiar moralny, duchowy i ideowy.
Winston Churchill podczas II wojny światowej sprzeciwił się ministrowi wojny, który chciał obciąć wydatki na kulturę na rzecz wojska, pytając retorycznie, “panowie, to o co my właściwie walczymy?” To fundamentalne pytanie musimy sobie zadać także dziś. A gdy tylko zdamy sobie sprawę, jak bezcenna jest nasza tożsamość, znajdziemy siłę i motywację, żeby bronić naszej cywilizacji, jak to powiedział tenże Churchill, za wszelką cenę i nigdy się nie poddamy.
Dziękuję Państwu.
Zdjęcia (1)
- Ostatnia modyfikacja:
- 07.07.2017 19:00 administrator gov.pl
- Pierwsza publikacja:
- 07.07.2017 19:00 administrator gov.pl